świat w subiektywie czyli nie tylko o fotografii
środa, 30 marca 2011
Doceńcie czytelniczki!

Ilekroć przeglądam kolorowe magazyny dla kobiet mam wrażenie, że ich redakcje nie doceniają swoich czytelniczek. Pomijam zawartość tekstową magazynów, o tym powstają prace doktorskie i habilitacje. Myślę o wizualnej stronie prasy kobiecej, której czytelniczek nie posądza się o więcej niż średnią wrażliwość na obraz.

Ostatnio niespecjalną spostrzegawczość przypisała swoim czytelniczkom redakcja miesięcznika "Pani", publikując na okładce zdjęcie z sesji Patrycji Kazadi autorstwa Mateusza Stankiewicza do złudzenia przypominające okładkę Vogue'a z Kate Moss. Wpadkę zauważyła czytelniczka "Pani" ale też, o czym redakcje ekskluzywnych magazynów pewnie nie chciałaby wiedzieć, portalu "Pudelek" ( tu czytelniczka zgłosiła "inspirację")...

Nie ma żartów, współczesne czytelniczki, w pogoni za wiedzą  o swoich idolkach, naprawdę oglądają wszystko!

Kopiowanie własnych pomysłów na okładki też nie umknęło mojej uwadze...

Okładki z ubieglego roku, październikowa "Viva" i wrześniowa "Pani", obie autorstwa Mateusza Stankiewicza.

Gwiazdy w dzianinach, niestety nie pamiętam kto jest autorem okładki "Gali", "Pani" jak widać Mateusz Stankiewicz.

22:35, cwiczeniazpatrzenia , jaka piękna katastrofa
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Pięknie pokazane

Water and Oil, fot. Steven Meisel/ Vogue

Do niedawna tematy społeczno-polityczne ilustrowały zdjęcia fotoreporterskie. Królował fotoreportaż, którego twórców uznawano za mistrzów fotografii prasowej. Ostatnio coraz częściej poważne tematy podejmują magazyny modowe i lifestylowe. Czy to dobrze czy źle trudno powiedzieć, nikt przecież nie zbadał wpływu tego typu publikacji np. na poziom życia w krajach Trzeciego Świata. Z pewnością czytelnicy prasy kolorowej dobrze się czują, gdy na łamach ich ulubionych pism pojawiają się tematy trudne i mało przyjemne w łatwej i bardzo przyjemnej formie. O biedzie, katastrofie ekologicznej czy skutkach anomalii pogodowych można wtedy spokojnie poczytać przy porannej latte z croissantem. Wszyscy świetnie się z tym czują: redakcja magazynu wypełniająca rolę informacyjną, czytelnicy którym wzrasta poziom wrażliwości na nieszczęścia tego świata oraz autorzy zdjęć nagle awansujący z pozycji niegdyś mniej cenionych fotografów mody do artystów czyli więcej niż fotoreporterów.....
Najlepiej z tego towarzystwa mają się reklamodawcy, którzy nie muszą się już martwić tym, że reklama ich najnowszego zapachu pojawi się w towarzystwie zdjęć pachnących biedą i nieszczęściem. Teraz zdjęcia poruszające takie tematy wyglądają pięknie, wręcz ekskluzywnie.
Myślę o tym oglądając najnowszą sesję Stevena Meisela we włoskim Vogue, fotografie Nataszy Urbańskiej i Janusza Józefowicza z Indii oraz sesję Hanny Gronkiewicz-Waltz autorstwa duetu Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek, publikowane niedawno w Vivie.
Sesja a właściwie spektakl Meisela zwraca uwagę na temat, który od kilku miesięcy nie znika z pierwszych stron gazet. Czy poruszy sumienia czytelników skupionych na wyborze torebki za kilka czy kilkanaście tysięcy dolarów? Nie sadzę.

fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/ Viva

Materiał z Indii miał uspokoić czytelników Vivy, że kariera Nataszy Urbańskiej toczy się w zawrotnym tempie, że aktorka, której nie udało się wygrać telewizyjnego show w Polsce, lada moment stanie się gwiazdą Bollywood. Już teraz Natasza porusza się po indyjskich slamsach w lektyce przyznając: "Nie udaję, że jestem Hinduską, ale może trochę je przypominam". Z rozmowy dowiadujemy się też jakie według aktorki są Indie: "Bardzo biedne i bardzo bogate. Ludzie są niesłychanie ubodzy, na ulicach chmary dzieciaków żebrzą o grosik, wsadzają głowy do taksówki: „Daj, pani, daj, pani”. A jednocześnie po tych biednych ulicach chodzą kolorowe kwiaty – kobiety ubrane w sari, niesamowicie piękne. Tak zapamiętałam Bombaj: szarość, bieda i jej zapachy, a dla przeciwwagi dobroć, serdeczność i jaskrawe kolory ubrań Hindusek. Szkoda, że nie mieliśmy czasu na zwiedzanie, poznawanie indyjskiej kultury. Nasz program był bardzo napięty." Sesja jest wyrazem ignorancji jej producentów i autorów zdjęć, którzy podobnie jak sama bohaterka nie mieli czasu poznać kultury i historii Indii. Pomysł na fotografowanie wystylizowanej aktorki w slamsach jest równie kuriozalny co zrobienie zdjęć wschodzącej gwiazdki Bollywood na tle terenów popowodziowych w Polsce.
Przesada? Skądże, wystarczy spojrzeć na zdjęcie Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz na wałach przeciwpowodziowych na Wiśle.

fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/ Viva

Ładnie zaświecone, wystylizowane i skomponowane. I jeszcze podpis: "Przez trzy tygodnie na nogach od rana do nocy. Stany alarmowe na Wiśle przekroczone o półtora metra, komunikaty: woda ciągle się podnosi, dziesiątki trudnych decyzji, groźba ewakuacji tysięcy mieszkańców. Po akcji strażacy powiedzieli: „Dobrze się z panią pracuje”.

Jaka piękna katastrofa....

21:08, cwiczeniazpatrzenia , jaka piękna katastrofa
Link Komentarze (9) »
wtorek, 08 września 2009
Dlaczego czasem jest dobrze a czasem źle?

fot. Mateusz Stankiewicz / Viva

"Zła publikacja szkodzi fotografowi o wiele bardziej niż dobra publikacja mu pomaga" cytował niedawno na swoim blogu
Kuba Dąbrowski rozmowę dotyczącą sesji, którą zrobił dla kobiecego miesięcznika. Stało się tak jak przewidział Kuba, natknęłam się na taki magazyn u fryzjera, gdzie jak w poczekalni u dentysty będzie tam leżał i przypominał o sobie jeszcze przez pół roku. Nie był to jednak magazyn ze zdjęciami Kuby, ale sesja aktorki Joanny Liszowskiej dla "Vivy", autorstwa Mateusza Stankiewicza. Pan Mateusz wraca do kolorowych magazynów po kilkumiesięcznej przerwie. Redaktorzy postanowili odetchnąć od wszędobylskiego duetu Krajewska & Wieczorek, dla odmiany z każdego kolorowego tytułu będą się teraz wysypywały sesje M.Stankiewicza. Utrzymaną w stylistyce kalendarzowej sesję J. Liszowskiej w "Vivie" można pomylić z reklamą tipsów albo samoopalacza. Na 9 zdjęciach aktorka snuje się po plaży niczym wynudzona kotka, na chwilę tylko (podobnie jak kilka miesięcy temu Edyta Górniak na zdjęciach Izy Grzybowskiej) dosiada konia, któremu nie wiedzieć czemu wcięło ogon....Aż chce się wyjść z kina, a już na pewno nie ma się ochoty na czytanie załączonego wywiadu pt."Spis rzeczy najważniejszych". Mateusz Stankiewicz fotografuje ładnie, miło i przyjemne, niestety jego styl jest pozbawiony stylu.

A wystarczy odrobina szaleństwa, kreatywności i odwagi, by zrobić tak oryginalną sesję jak ta Kuby Dąbrowskigo dla "Exklusiva", której bohaterem stał się Staś, a właściwie już Stanisław Drzewiecki. Mam nadzieję, że ten numer magazynu przeleży dłużej u fryzjera oraz w innych poczekalniach i zdążę przeczytać wywiad, którym zaintersowałam się właśnie z powodu tej zupełnie nieprzewidywalnej sesji.

fot Kuba Dąbrowski / Exklusiv

13:43, cwiczeniazpatrzenia , jaka piękna katastrofa
Link Komentarze (8) »
piątek, 14 sierpnia 2009
Naprawdę jaka jestem

Magdalena Cielecka, fot.Magda Wunsche dla "Twojego Stylu"

Najnowszy numer "Twojego Stylu" reklamuje sesja polskich gwiazd bez retuszu autorstwa Magdy Wunsche. "Bez retuszu" czyli bez ingerencji photoshopa - wyjaśnia w środku magazynu redakcja, która wzorem francuskiego Elle namówiła do zdjęć gwiazdy uznawane za tzw. skończone piękności. Sportretowane bez fajerwerków, w stylu minimal M.Wunsche, w perfekcyjnym makijażu, którego prawie nie widać, ubrane w ukochane przez kobiety (zwykle znienawidzone przez mężczyzn) brązy i szarości, Danuta Stenka, Magdalena Cielecka, Kinga Rusin, Anna Maria Jopek i Bogna Sworowska przekonują czytelniczki, że nie są doskonałe. Danuta Stenka narzeka na brak smukłych nóg, Bogna Sworowska twierdzi, że jest za chuda, Magdalena Cielecka ma problem z szerokimi ramionami, Anna Maria Jopek marzy o płaskim brzuszku, a Kindze Rusin przeszkadza okrągły nos i skośne oczy. Wspomnianych mankamentów urody, których do tej pory zapewne nie zauważaliśmy, nadal nie będziemy mieli szansy obejrzeć ponieważ panie zostały tylko sportretowane. Szansę na nie wykazanie się w photoshopie stracił również grafik, który nie miał okazji nie wydłużać ( Stenka), nie dodawać kilogramów (Sworowska), nie zwężać (Cielecka), nie spłaszczać (Jopek) i nie prostować (Rusin). Sesja "bez retuszu" jest przereklamowana, nie spełnia też, na co może mają nadzieję czytelniczki, które wykupią wrześniowy numer TS, funkcji terapeutycznej. Drogie Panie, po obejrzeniu tych zdjęć, wcale nie przestaniecie myśleć z czułością o swoich kurzych łapkach, mniej jędrnych niż rok temu pośladkach i nosach przypominających klucz od zakrystii. Pomyślicie po prostu, że trzeba lepiej opanować sztukę kamuflażu, w miejscach publicznych poruszać się na wdechu, więcej czasu poświęcać na makijaż, którego nie widać, wreszcie pożądnie dobrać podkład do koloru skóry, zainwestować w łyżeczki do trzymania w lodówce i zawsze zatrzymywać się w miejscu, gdzie jest korzystne dla nas światło. Natura, natura, natura, żeby zacytować fragment absurdalnego skeczu Kabaretu Mumio.

Zdjęciom nie mam nic do zarzucenia, to piękne portrety pięknych kobiet, ale o co tyle hałasu? Ciekawsze sesje Magdy Wunsche, której zdjęcia od dawna mają już znak wodny, można obejrzeć w niszowych magazynach. Polecam sesję Kuby Wojewódzkiego w ostatnim Exklusivie.

11:38, cwiczeniazpatrzenia , jaka piękna katastrofa
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 13 lipca 2009
Jolanta Kwaśniewska została babcią


Irena Jarocka w sesji dla Vivy, fot. Marcin Tyszka (TU zdjęcia z sesji)


Przeglądając kolorowe tygodniki uznałam, że ich redaktorzy, a dokładnie ich część artystyczna pogubiła się w trendach. Gdy zachodnie magazyny stawiają na naturalność i próbują przyciągnąć czytelników sesjami gwiazd bez retuszu ( ostatnio francuskie Elle), w Polsce wypastowanych i plastikowych produkcji jest coraz więcej. Może wszyscy wciągają je teraz z szafy? Ostatnia "Viva" przebiła jednak wszystkich serwując czytelnikom sesję pt."Diwy estrady" autorstwa Marcina Tyszki. Na łamy zwykle zarezerwowane dla gwiazd, które jak Krzysztof Ibisz "kiedyś były starsze" ( licencja poetica Maria Czubaszek) powróciły: Irena Santor, Irena Jarocka, Maryla Rodowicz, Halina Frąckowiak, Alicja  Majewska, Krystyna Prońko i Halina Kunicka. "Tylko u nas wielkie diwy spotkały się na wyjątkowej sesji zdjęciowej. Wszystkich zachwyciły." zapowiada swój cover "Viva". 75 letnia Irena Santor została damą z króliczkiem (do wyboru damą  w peoniach - zdjęcie zamykające sesję), 63 letnia Irena Jarocka mierzy kalosze w labiryncie z żywopłotu, dla 64 letniej Maryli Rodowicz wynajęto limuzynę, 62 latkę Halinę Frąckowiak udało się namówić na zdjęcia w pidżamie i szlafroku ( tu edytorzy, czemu trudno się dziwić, nie mogli się zdecydować więc dali dwa zdjęcia), 61 letnią Alicję Majewską otulono futerkiem, 62 letnia Krystyna Prońko występuje w asyście instrumentów dętych i wreszcie 71 letnią Halinę Kunicką postawiono na dachu dawnej fabryki PZO...

Irena Santor w sesji dla Vivy, fot. Marcin Tyszka

A wszystko po to, by przekonać czytelników, że "zmieniają się mody, trendy, przemijają kariery na jeden sezon, a one wciąż zachwycają. Głosem, osobowością sceniczną, charyzmą i urodą." (cytat za wstępniakiem) i że czas zatrzymał się dla nich w miejscu. Dlaczego redaktorzy uznali, że nas też te zdjęcia zachwycą? Nie mam pojęcia, dziwię sie tylko Marcinowi Tyszczce, który od lat robi zawrotną karierę w ekskluzywnych magazynach na zachodzie, że zgodził się na taką kolorowankę. W podpisie sesji wypadało też wspomnieć nazwisko retuszera, który powinien dostać dożywotnie odszkodowanie za bezpowrotnie utracone dioptrie.

Jolanta Kwaśniewska w sesji dla Przekroju, fot. Szymon Szcześniak


W dniu wydania "Vivy" z okładki "Przekroju" niespodziewanie wyskoczył bliski portret Jolanty Kwaśniewskiej autorstwa Szymona Szcześniaka, który może miał zadziałać jak tabletka na uspokojenie, choć jakby nie do końca. 54 letniej byłej prezydentowej zaświecono i wyretuszowano mocno twarz, ale o szyi już zapomniano. Wygląda to i straszno i śmieszno, szkoda że nie udało się zrobić Pani Kwaśniewskiej zdjęcia podczas wywiadu, w którym przyznała: "Jeszcze ciągle czuję się młodą osobą, a od 40. do 50. roku życia żyłam w „sztywnym gorsecie”. A teraz siedzę z panem w klapkach, z bosymi stopami i sprawia mi to dziką radość." Prezydentowa w klapkach i bez retuszu, to byłoby coś!
Wspomniane lapsusy estetyczne rekompensuje jednak sesja Janusza Palikota w obiektywie duetu Krajewska & Wieczorek. Też mocno dopieszczona, ale za to z jajem, bez pompy, udawania kogoś kim się nie jest...

Janusz Palikot w sesji dla Vivy, fot. Zuza Krajewska & Bartek Wieczorek

12:51, cwiczeniazpatrzenia , jaka piękna katastrofa
Link Komentarze (6) »
wtorek, 26 maja 2009
Lis na bis

fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek / Photo-shop.pl dla Vivy

Lubię rozmach z jakim powstają sesje duetu Zuza Krajewska & Bartek Wieczorek. Ich zdjęcia mają już znak wodny, markę, którą od razu można rozpoznać w kolorowych magazynach. Duet trzyma poziom, od kilku sezonów nie ma konkurencji, co nie tyle świadczy o jego doskonałości, co raczej o skali naszego rynku. Niestety duet Krajewska & Wieczorek nie ma szczęścia do fotoedytorów, dyrektorów artystycznych, grafików i redaktorów czyli tych wszystkich, którzy decydują o edycji ich materiałów. Po raz kolejny przeglądam ostatnie wydanie Vivy, niemal w połowie poświęcone Hannie Lis. Bohaterce covera, pięknej przecież kobiecie, redakcja oddała w swoim dwutygodniku aż 20 stron, publikując 13 fotografii ( w tym okładka plus zdjęcie w rękawicach zapowiadające tekst, które się powtarza). Piękne kobiety można oczywiście oglądać bez końca, choć i to się może znudzić. Na szczęście Hanna Lis nie zgodziła się na wystylizowanie jej na kogoś kim nie jest ( patrz sesja Magdy Żmudy - Trzebiatowskiej kilka tygodni wcześniej) i na każdym zdjęciu wygląda po prostu normalnie. Tylko dlaczego trzy razy oglądamy ją podczas pospiesznego posiłku albo gdy karmi kota? Wystarczyło przecież wybrać po jednym z tych zdjęć, aby czytelnik przestał się martwić, że dziennikarka jest na diecie albo co gorsza nie lubi zwierząt. Z wywiadu dowiadujemy się, że zwolniona niedawno z telewizji Hanna Lis szuka pomysłu na życie. Doskonale to widać aż na pięciu zdjęciach, gdy siedzi bądź leży zamyślona. Dzięki czterem innym zdjęciom możemy być pewni, że bohaterka sesji świetnie wygląda w trenczu...itd, itp. Gdy z Vogue'iem albo Vanity Fair podglądamy życie znanych ludzi ( na taką jest stylizowana sesja H. Lis w Vivie) czeka na nas więcej atrakcji. Szkoda, że redakcja edytując materiał Krajewskiej & Wieczorka postanowiła zanudzić czytelników i całkiem dobrą sesję zamienić w niekończącą się opowieść o pięknej kobiecie, zamkniętej w czterech ścianach luksusowego domu, z którego udaje jej się wymknąć tylko na chwilę, by wyrzucić śmieci, oczywiście w perfekcyjnie skrojonym trenczu ( zdjęcie zamykające sesję ).

00:17, cwiczeniazpatrzenia , jaka piękna katastrofa
Link Komentarze (7) »
czwartek, 15 stycznia 2009
Jaka piękna katastrofa

Jest kilka magazynów lifestylowych i modowych, które kupuję w ciemno, niestety tylko zagranicznych. Jest kilka polskich pism ilustrowanych, których nie da się oglądać nawet przy nastrojowym świetle. Do tej pory, gdy trafiłam na jakąś mocno nieudaną sesję celebrytów albo modową, udawałam że jej nie widziałam, czasem dzieliłam się uwagami z koleżeństwem po fachu. Ignorowałam sesje podczas których ktoś zapomniał zapalić światło ( czyt. oświetlić fotografowaną osobę) i te, które już na pierwszy rzut oka wydawały się łudząco podobne do tych z najlepszych magazynów zagranicznych ( wszak nie jest to grzech najcięższy, kopiując najlepszych można się czegoś nauczyć). Starałam się nie poświęcać zbyt wiele czasu sesjom, na które ktoś kompletnie nie miał pomysłu lub pomysł może i miał, ale to był bardzo zły pomysł. Prawda jest brutalna - wiele zdjęć drukowanych w polskich magazynach kolorowych nigdy nie powinno ujrzeć światła dziennego, wyjść poza studio fotograficzne, właściwie nie powinny się zapisać w pamięci aparatu.... Postanowiłam zaprotestować i jeśli tylko uda mi się to robić w żartobliwej formie, w miarę systematycznie będę prezentować w blogu najbardziej smakowite polskie fotokatastrofy. Ponieważ nowy cykl będzie dotyczył magazynów kolorowych, nazwałam go "Jaka piękna katastrofa". Nie obiecuję że będzie miło, ale może zabawnie. Na drugą nóżkę postaram się wyłuskać coś oryginalnego, jakąś dobrą sesję, w końcu czasem coś się komuś udaje. Zaczynamy.

Z reportażu "Jeden dzień z życia Agnieszki" dla Magazynu Sportowego, fot. Tomasz Markowski i Paweł Sławski

Tytuł katastrofy fotograficznej stycznia ( z wielkimi szansami na tytuł katastrofy roku) otrzymują Tomasz Markowski i Paweł Sławski, autorzy sesji Agnieszki Radwańskiej, opublikowanej w Magazynie Sportowym, dodatku do Przeglądu Sportowego z 9 stycznia. Na okładce sesję zapowiada tytuł "Kreacje panny Agnieszki" (zbieżność z tytułem filmu "Szaleństwa panny Ewy" jest z pewnością przypadkowa), który już na 12 str. pisma zamienia się w mniej seksowny - "Jeden dzień z życia Agnieszki". Drugi tytuł kompletnie mnie zmylił, liczyłam na dynamiczne zdjęcia sportowe, a tymczasem zobaczyłam 12 fotografii najlepszej polskiej tenisistki przyjmującej frywolne pozy, w kiepsko dopasowanej sukience Versace z kłopotliwym (jak dowiadujemy się z podpisu) rozcięciem i 3 zdjęcia mistrzyni kortu z parasolką... Nie wiem czy bardziej bawią mnie te zdjęcia czy towarzyszące im podpisy, w tym mój ulubiony: "Poproszona o mocne wygięcie całego ciała do tyłu, Agnieszka zaproponowała, że zejdzie do mostka". Są i bonusy.Fotoedytor układający tę sesję wpadł na fantastyczny pomysł, pomieszał właściwe zdjęcia z backstage'owymi. Dzięki temu możemy podejrzeć jak "Stylistka śledziła każdą fałdkę i załamanie na sukni modelki" ( to mój drugi ulubiony podpis) oraz zobaczyć wnętrza krakowskiego hotelu Wentzl ( specjalnie udostępnione do sesji), w którym po 9 stycznia nikt  nie będzie chciał przenocować, nawet za darmo. Reportaż ( tak w podtytule zapowiedziana jest sesja na okładce)  zamykają dwa wyjątkowe zdjęcia. Pierwsze pozostawiam bez komentarza bo i tak nie miałoby szans na publikację w Vogue, a aspirującymi niżej nie zamierzam się zajmować. Drugie szczerze mnie zainteresowało, widzimy na nim ojca Radwańskiej, który zachwycony stylizacją córki robi jej zdjęcia telefonem komórkowym. Prawdopodobnie są to jedyne warte tej publikacji fotografie, które chętnie bym obejrzała!

 


Z sesji "Love story" dla Elle, fot.Robert Ceranowicz

Z przyjemnością obejrzałam sesję "Love story" w ostatnim Elle. Robertowi Ceranowiczowi udało się nas przenieść do czasów, gdy wszystkie kobiety chciały wyglądać jak księżna Diana, ikona mody lat 90. Każde zdjęcie jest tu zaskoczeniem, co jest pewną odmianą po kilku najnowszych sesjach, gdzie na 7 zdjęciach musimy oglądać modelkę z rozchylonymi - zapewne w przypływie weny - ustami. Fotografie Ceranowicza przypominają zdjęcia Diany z tabloidów, zaś perfekcyjnie wystylizowana modelka idealnie naśladuje gesty napastowanej przez paparazzi księżnej. Jest tu wszystko, czym powinna się odznaczać dobra sesja mody: pomysł na stylizację i nastrój stworzony przez fotografa, który wie, że ciuchy są ważne, ale nie najważniejsze. Od razu chce się wskoczyć w żakiet z poduchami, bluzkę z kokardą i futro z lisów do getrów! 

 

Z sesji "Love story" dla Elle, fot.Robert Ceranowicz