świat w subiektywie czyli nie tylko o fotografii
sobota, 09 sierpnia 2008
Down under

No i lecę do Australii z Panem Mężem do Australijskich Rodziców. Nie wiem, czy uda mi się w tym czasie zajrzeć na bloga i coś napisać. Może wrzucę kilka zdjęć z drogi, może zatęsknię i opiszę coś na gorąco.
Zakupiłam na wyjazd cyfrówkę, którą spróbuję zaprzyjaźnić z moim Contaxem, zatem zapowiada się fotoprzygoda. Pan Mąż tradycyjnie zabiera niepoliczalną liczbę aparatów, kabelków, kart, przejściówek i oczywiście negatywów. Znowu zrobi kilka zdjęć i mnie zadziwi.
Obiecuję solidnie wypocząć, a po powrocie zdać relację z podróżnych atrakcji. 2 lata temu przejechaliśmy 9 tys. kilometrów, teraz mamy apetyt na 12, omijając oczywiście drogi, które można znaleźć na mapie...
Wrzucam dziś kilka zdjęć kangurów. Australijscy Rodzice zrobili im już tyle zabawnych zdjęć, że ten temat sama już sobie odpuszczę. Może zrobię jakiś portret koali?
Ruszamy dziś o 19, na chwilę zatrzymujemy się we Frankfurcie, później w Singapurze i po 30 godzinach lądujemy w Brisbane. W poniedziałek rano ruszamy w podróż.
Do góry nogami!

fot. Australijscy Rodzice

niedziela, 01 czerwca 2008
Dzieci widzą lepiej - debiut Golca Juniora

Dzieci widzą lepiej, wiadomo to nie od dziś. Trzeba się z tym pogodzić, rodzice nie mają lekko. Nie każde dziecko rodzi się z takim talentem jak Lartigue, dlatego ćwiczenia z patrzenia trzeba z maluchem odrabiać już we wczesnym dzieciństwie. Moi przyjaciele fotografowie, będący akurat w posiadaniu dzieci, chętnie oddają swoim pociechom aparaty fotograficzne. Efekt jest oczywiście zupełnie nieoczekiwany, a zabawa w odgadywanie czy oglądać zdjęcia zrobione przez malucha górą do dołu czy dołem do góry należy do moich ulubionych. Wybierając zdjęcia do Gazety niestety jestem pozbawiona takich atrakcji, choć zdarzają się zdjęcia, które nie wiadomo jak oglądać...o tym może innym razem. Dziś na łamach bloga debiutuje Golec Junior czyli 6 letni Szymon, syn Adama Golca, fotoreportera Gazety w Krakowie. Chłopcy wybrali się razem na temat. Adam wrócił z fotoreportażem o młodych piłkarzach, a Golec Junior z impresją na ten sam temat. Wyszło tak jak mówiłam, kompletnie nieoczekiwanie..Jak mawiał trener Górski: Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe.

 

fot. Szymon Golec

 

wtorek, 27 maja 2008
Wszystko co chcielibyście wiedzieć o fotoreporterach "na temacie"

Pewnie wszyscy już tego bloga znają, ja trafiłam na niego właśnie przed chwilą. Zawsze interesowało mnie co robią fotoreporetrzy czekając na temat. Nareszcie można popodglądać. Załączam moją ulubioną fotkę, redakcyjna koleżanka "na temacie":

 

Redaktor pod specjalnym nadzorem. Czyli strzeżonego Pan Bóg strzeże… Renata Dąbrowska / Gazeta Wyborcza /- to ta w środku. fot. Robert Kramski

czwartek, 08 maja 2008
Urząd fotografii
Odkąd pamiętam panicznie bałam się urzędników. Urzędnicy nie są ulubionymi bohaterami mojego życia codziennego, kontakt z nimi przywołuje najbardziej traumatyczne wspomnienia w moim życiu. Gdy planuję odwiedzić jakiś urząd, męczą mnie nocne koszmary, budzę się z dowodem osobistym w ręku, recytując pesel . Najgorsze jest to że z urzędnikami trzeba się spotykać osobiście. Zapłaciłabym każde pieniądze za to, by sprawy urzędowe załatwiał za mnie ktoś inny. Jacyś spece od programowania powinni coś w tej sprawie zrobić zamiast zajmować się w godzinach pracy np. śledzeniem czarnych dziur.

Wczoraj nawet mój urok osobisty nie pomógł mi w załatwieniu pewnej istotnej sprawy - złożenia wniosku o paszport. Po raz drugi urzędnik odrzucił zdjęcia, wykonane w profesjonalnym zakładzie fotograficznym, które zrobiłam specjalnie do paszportu.
- Oprawka wchodzi Pani w oko - zauważył Urzędujący Urzędnik. Nie mogę przyjąć tych zdjęć, proszę zrobić nowe i przyjść jeszcze raz.
- Obawiam się, że nie dam rady spędzić kolejnych godzin wśród kolejkowiczów, którzy przebyli wszystkie choroby przewlekłe z komplikacjami i potrafią o nich opowiadać w szczegółach i na wyrywki - chciałam wziąć Urzędującego Urzędnika na litość.
Urzędujący Urzędnik niestety znał swoje obowiązki oraz wytyczne i nie dał się przekonać.

Podobna historia przydarzyła mi się kilka miesięcy temu.
- Patrz Halinka, pani nie widać uszu - zwróciła się Ważna Urzędniczka do Koleżanki Urzędniczki, gdy składając wniosek o nowy dowód osobisty podałam jej moje nie najlepsze zdjęcia portretowe.
- Pani ma małe uszy - zauważyła mój atut Urzędniczka Halina.
- Co z tego jak ich nie widać na zdjęciu. Fotografie trzeba będzie powtórzyć - oznajmiła Ważna Urzędniczka, odwracając się wreszcie w moją stronę, jakby dopiero teraz przypomniała sobie że siedzę obok.
- Do jutra uszy mi chyba nie urosną - zauważyłam rezolutnie.
Nie był to jednak powód do żartów. - Jeśli nie chce Pani powtórzyć zdjęć proszę podpisać oświadczenie na wniosku: Ja niżej podpisana, na własną odpowiedzialność załączam fotografie nie spełniające standardów europejskich.
Patrzę na swój nowy plastikowy dowód osobisty, wydany na własną odpowiedzialność,na którym faktycznie ledwo widać mi uszy i do tej pory nie wiem, czy jestem obywatelką Unii Europejskiej czy nie, skoro moje uszy nie spełniają przyjętych standardów...
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
Tajemnica zderzacza hadronów rozwiązana

Tych, którzy spodziewali się, że po kilku dniach milczenia zaskoczę wszystkich szczególnie interesującym wpisem na temat fotografii, prawdopodobnie rozczaruję. Proponuję dziś opis krótkiej przygody intelektualnej, a właściwie historię pewnego odkrycia. Wszystko zdarzyło się podczas wykonywania obowiązków fotoedytora.
Koledzy z działu nauki Gazety poprosili mnie dziś o znalezienie zdjęcia do tekstu na temat Wielkiego Zderzacza Hadronów (LHC) czyli jak łatwo się domyśleć nowego akceleratora skonstruowanego w CERN. Temat jest mi znany i wypowiadam się o nim tak swobodnie ponieważ w CERNie pracuje mój Młodszy Brat. Do dziś jednak trudno mi było zrozumieć czym dokładnie MB w CERNie się zajmuje. Istnienie w tym miejscu zderzacza hadronów, tropienie w godzinach pracy bozonu Higgsa oraz koordynowanie powstawania - niestety tylko na chwilę - czarnych dziur przyjęłam na wiarę. Nie drążyłam tematu, nie dopytywałam o drobiazgi, próbowałam ogarnąć materię w całości, po męsku. Zrozumiałam wszystko, gdy przeglądając serwis prasowy na oficjalnej stronie CERNu, natchnęłam się na to zdjęcie. Przedstawia ono ni mniej ni więcej pracownika CERNu, a dokładnie pracowniczkę Europejskiego Ośrodka Badań Jądrowch w Genewie. 

 

    

W tym miejscu mój ulubiony pisarz Jerzy Pilch z pewnością nie pożałowałby następującej frazy: Wreszcie niepojęta architektura stała się widoczna, wreszcie rozpostarł się przed nami widok na katedrę w puszczy, na posąg wydobyty z bagien, na fresk odsłonięty spod warstw rzymskich tynków... Itd., itp.


I nastała jasność, zobaczyłam światełko w tunelu... Już wiem dlaczego mój Młodszy Brat z CERNu nie chce wrócić, pracę bardzo sobie chwali, a co roku dołączają do niego kolejni zdolni absolwenci polskich kierunków informatycznych.
Kolegów z nauki nie udało mi się namówić na tę fotografię. Tekst Piotra Cieślińskiego ilustruje zdjęcie z The New York Timesa, stosowniejsze z naukowego punktu widzenia.

 

 

środa, 09 kwietnia 2008
Moi Australijscy Rodzice

 

fot. Australijscy Rodzice

 

Wielokrotnie wspominani na tym blogu Australijscy Rodzice istnieją naprawdę. Całkiem niedawno udali się w pasjonującą podróż. Przez nieuwagę zaraziliśmy ich chyba fotografowaniem, dlatego przywieźli z wyprawy w australijski outback tony zdjęć. Pan Mąż postanowił je uporządkować. Efekt, zaskoczył nawet mnie czyli jak niektórzy sądzą ( z czystej próżności i przez grzeczność - nie zaprzeczam) zblazowaną fotoedytorkę.

Australijscy Rodzice istnieją, mają się dobrze i w czasie wolnym pomykają po pustkowiach Czerwonego Lądu, oczywiście z kilkoma aparatami fotograficznymi. Zobaczcie sami - TU mała próbka.

 

poniedziałek, 26 listopada 2007
Andre robi karierę

Miałam nosa. Świat mody oszalał na punkcie Andre J., drag queen z okładki francuskiego Vogue'a. Jeszcze kilka dni temu trudno było znaleźć w internecie jakieś informacje na temat tajemniczego brodacza z nogami do nieba, którym zachwycił się fotograf Bruce Weber. O boskich łydkach Andre rozpisali się blogerzy, a nawet sam New York Times .
Nie mogę się oprzeć .... załączam zdjęcie Andre z “a big Afro-daisy", które opublikował NYT oraz stronę, gdzie Andre reklamuje magiczne dżinsy . Sam czar.

wtorek, 13 listopada 2007
Fotogimnastyka

Protest zwolenników Benazir Bhutto, byłej premier Pakistanu. fot. Adrees Latif/ Reuters

 

poniedziałek, 12 listopada 2007
Tinky Winky powraca

Oficer BOR wczoraj na Placu Piłsudskiego, fot. Wojciech Surdziel

Nowa wersja małej czarnej...