świat w subiektywie czyli nie tylko o fotografii
środa, 27 marca 2013
BZ WBK Press Foto bez Zdjęcia Roku

Zdjęcie Roku BZ WBK Press Foto, fot. Andrzej Grygiel

Mija tydzień od ogłoszenia wyników BZ WBK Press Foto, jednego z dwóch prestiżowych konkursów fotografii prasowej w Polsce, a nie trafiłam na żaden komentarz dotyczący nagrodzonych zdjęć. Lista laureatów ogłoszona, zalajkowana, podlinkowana i po temacie, świat pędzi dalej. Tymczasem kilka spraw nie daje mi spokoju.

Zacznę od Zdjęcia Roku autorstwa Andrzeja Grygla z Polskiej Agencji Prasowej, przedstawiającego pacjentów Oddziału Kardiologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. Św. Barbary w Sosnowcu, cieszących się z bramki strzelonej przez Polaków w meczu z Grecją podczas EURO 2012. Fotografia ta, mimo że rzetelna i być może oddająca atmosferę najważniejszego wydarzenia ubiegłego roku w Polsce, niestety nie zasługuje na tytuł Zdjęcia Roku. Wyróżnione zdjęcie Andrzeja Grygla jest jednowymiarowe, wystarczy na nie raz spojrzeć, żeby je odczytać, na próżno doszukiwać się w nim czegoś wyjątkowego, ponadczasowego, światła, anegdoty, symboliki. To zdjęcie, o którym łatwo po chwili zapomnieć, a dłuższa lektura skłania do negatywnej refleksji, dotyczącej choćby tego, czego na fotografii Grygla zabrakło, by w ogóle brać ją pod uwagę jako kandydata na zwycięzcę konkursu. 

- Zaczynało się Euro 2012, a ja próbowałem znaleźć mniej typowych kibiców. Zwłaszcza że na Śląsku nie odbywał się żaden z meczów. Co prawda były strefy kibica, ale dokładnie takie same jak wszędzie i pomyślałem wtedy o szpitalu, gdzie również kibicują. To był oddział kardiologii w Szpitalu im. św. Barbary w Sosnowcu. Podjechałem w czasie meczu otwarcia Polska–Grecja i krążyłem po dwóch salach bez większych nadziei na to,że uda mi się uchwycić gola. Nawet nie wyobrażałem sobie, że padnie z naszej strony bramka. To był kompletny przypadek.-wspomina fotoreporter.

W tym miejscu warto zapytać: Nagradzamy intencje czy efekt? Bo pomysł na zdjęcie owszem był, bieganie fotografa między salami - godne podziwu, wyczekiwanie na decydujący moment - szlachetne. I tu koniec zachwytów. Parafrazując zaś mowę policjanta zwracającego się do jednego z bohaterów kultowego "Misia" powiem tak: A gdyby tam jeszcze na przykład rozentuzjazmowana pacjentka Oddziału Kardiologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. Św. Barbary podskakiwała pomimo uszczerbków na zdrowiu albo choć bardziej niż czerstwa pielęgniarka chochlą krupnik nalewała, o samolocie, ba, balonie z napisem Euro 2013 w oknie nie wspominając, czy innym stadzie żurawi nie śniąc najśmielej nawet…

No cóż, być może rozmawialibyśmy wtedy o Zdjęciu Roku, a tak piszę o fotografii, którą jury BZ WBK nagrodziło, mam wrażenie, z braku innej, dotyczącej Euro 2013, uznanego za jedyne wydarzenie godne uwagi w kontekście konkursu.

Trudno wskazać mi inną fotografię wśród pozostałych 170 wyróżnionych, która udźwignęłaby tytuł Zdjęcia Roku. Nie byłam na rozdaniu nagród, a na stronie internetowej konkursu, można obejrzeć tylko 21 zdjęć. Rozumiem, że chodzi o to, żeby zdjęcia się nie opatrzyły zanim będzie je można obejrzeć na wystawach w całym kraju, jednak ciekawe dlaczego nie obawiają się tego organizatorzy World Press Photo czy POY publikując w internecie wszystkie nagrodzone prace?

1 miejsce w kategorii przyroda za zdjęcie pojedyncze, fot. Bartek Wrześniowski

Żeby jednak nie kończyć pesymistycznie. Moją uwagę zwróciła fotografia freelancera Bartka Wrześniowskiego, przedstawiająca pierwsze karmienie Matyldy na oddziale intensywnej terapii w szpitalu w Dusseldorfie, trzy godziny po porodzie, wykonana 19 maja 2012 r. Zdjęcie, na którym możemy podziwiać żonę i córkę autora w sali wypełnionej specjalistycznym sprzętem medycznym jest wyjątkowe, wzruszające, wręcz malarskie. Zastanawia mnie tylko i martwi jedno, dlaczego zostało ono nagrodzone w kategorii "Przyroda"? Zapewne wiele młodych matek pospieszy z wyjaśnieniem, że bywały sytuacje, kiedy karmiąc w miejscu publicznym czuły się jak "zjawisko". Uznajmy jednak, że były to sporadyczne przypadki, nie norma. 

Jedną z cech członków jury konkursów fotograficznych, obok rzecz jasna inteligencji, powinno być niewątpliwie poczucie humoru, ale bez przesady. Chcę więc wierzyć, że jury BZ WBK Press Foto karmienia piersią nie zalicza do zjawisk przyrodniczych typu burza, powódź czy spożywanie posiłku przez egzotyczne zwierzęta w zoo, co zazwyczaj podziwiamy na pięknych zdjęciach wyróżnianych w kategorii "przyroda". Że to tylko pomyłka?

23:38, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
O ojcze!

W ostatnich Wysokich Obcasach ukazała się moja rozmowa z Wojtkiem Wieteską, dla odmiany-nie tylko o fotografii. Jeśli ktoś przegapił-załączam.

Zdjęcie na okładce: Kuba u cioci Wandy i wujka Maćka, Västerås, Szwecja, fot. Wojtek Wieteska

Rozmowa z Wojtkiem Wieteską autorem zdjęć do zbioru felietonów Agaty Passent pt. „Dziecko?O matko!“ (wydawca Twoje Dziecko, listopad 2011 r.), ojcem 5 letniego Kuby

Zanim urodził się Kuba twoje życie wyglądało...
Fantastycznie!!!To było najpiękniejsze życie jakie kiedykolwiek miałem (śmiech!).

Wstawałeś po Teleexpresie i...
...kładłem się spać nad ranem. Wydawało mi się, że noc jest dla wybranych i będąc jednym z nich tylko w nocy mogę tworzyć i żyć. W dzień odrabiałem różne zadania np. od czasu do czasu pracowałem, żeby zarobić na życie. Dziecko doszczętnie to wszystko zrujnowało (śmiech!).

I?
Zmieniło moje życie w coś kompletnie innego. Nawet gdy zostaje się ojcem w wieku 42 lat, nie jest się gotowym na takie tempo zmian. Zwykle jest się trochę głupszym od zmian, które przychodzą nagle, one są mądre, ale trzeba je dostrzec w odpowiednim momencie i dogonić.

Długo byliście ze sobą zanim zdecydowaliście się na dziecko?
Ponad dwa lata, decyzja była przemyślana i dość idealistyczna. Zabrzmi to może banalnie, ale to jest dziecko miłości.

Które wyobrażaliście sobie...?
Na szczęście nic sobie nie wyobrażaliśmy, pewnie dlatego Kuba w ogóle pojawił się na świecie.Myśleliśmy głównie o szczęściu wynikającym z obecności jeszcze jednego człowieka w naszym domu.

Jak zareagowałeś na wiadomość, że zostaniesz ojcem?
Ucieszyłem się, że jest to możliwe, bywa przecież różnie. Nie pamiętam chwili gdy Agata mi o tym mówi, to było tuż po naszym dość imprezowym wyjeździe do Nowego Jorku. Bardziej intrygowało mnie, że coś takiego działo się od kilku miesięcy, a my nic o tym nie wiedzieliśmy. Co ciekawe właśnie ten czas zapamiętałem lepiej niż kolejne miesiące, gdy zaczęły się wizyty u lekarza, zajęcia w szkole rodzenia, gromadzenie rzeczy dla dziecka. Jednocześnie wszystko toczyło się u nas jak dawniej, w swoim rytmie.Do ostatniej chwili nic nie było poprzestawiane. Trzy miesiące przed porodem zatrudniliśmy nianię. Miała się pojawić w naszym domu dzień po powrocie Agaty i dziecka ze szpitala, żebyśmy mogli wieczorem pojść na imprezkę...

Poszliście?
Następnego dnia robiłem Agacie rozkładówkowe zdjęcia do kolorowego magazynu, wieczorem gdzieś wyszyliśmy.Wtedy byliśmy przekonani, że pojawienie się Kuby nie będzie oznaczało, że coś się w naszym życiu skończyło. Dziś mogę ten czas podsumować tak: Im był mniejszy, tym było fajniej.

Organizacyjnie oczywiście.
To był ten cudowny czas głaskania po główce, dotykania noska, bez trudnych pytań. Jak Kuba zaczynał płakać wkraczała opiekunka i nosiła go po mieszkaniu. Dzięki niani niczym bohaterowie XIX wiecznej powieści w stu procentach funkcjonowaliśmy tak, jak przed pojawieniem się dziecka. Doszło do tego, że nawet go sami nie kąpaliśmy. Dopiero gdy na wakacjach w Grecji w łazience popsuło się światło, dokładnie poznaliśmy anatomię Kubusia.

Co się zmieniło, gdy niemowlę stało się dzieckiem?
Przestałem być pojedynczy. Okazało się że, o ile kiedyś udało mi się oderwać od rodziców i wypracować niezależność, tak teraz psychicznie nie potrafię oderwać się od syna. Zazdroszczę rodzicom, którzy potrafią wyjechać na rok, coś porobić i wrócić. Najdłużej nie widziałem się z synem 5 tygodni, miał 2 lata gdy wyjechałem do Japoni skonczyć projekt fotograficzny. Nasze pierwsze spojrzenie po moim powrocie, trwało może jedną tysięczną sekundy, ale przypominało spotkanie obcego z obcym, nie było miłe. Nie chciałbym sprawdzić jak to wygląda, gdy rozłąka trwa dłużej. Pamiętam gdy na wakacjach w Szwecji robiłem zdjęcia i nagle Kuba, który stał tuż za mną złapał mnie za nogę i unieruchomił. Agata zrobiła nam fajne zdjęcie, ja nic nie sfotografowałem.

Symboliczne.
Potrafiłem kiedyś zniknąć na trzy miesiące i do nikogo się nie odezwać, z lenistwa, zagłębienia w fotografii, z egoizmu artystycznego. Nie mam już takich pomysłów, gdzie indziej ulokowało się moje poczucie wolności. Do tej pory wiązałem je z fizycznością, przemieszczaniem się, odrywaniem się od ludzi. Dziś mam większe poczucie rzeczywistości, co oczywiście stwarza inne granice, ale też zmusza do przekraczania ich na nowo, w inny sposób.

Np. przy użyciu wyobraźni w trakcie zabawy z dzieckiem: rurka bez kremu może być lunetą, pudełko po grapefriutach mieczem.
Gdy Kuba był mały i babcia upominała go, żeby nie wkładał głowy w kwiatki bo go ugryzie pszczoła, sam go w te kwiatki wkładłem, żeby się w nich wytarzał, poczuł zapach, odkrył kolor.Wychowanie to proces twórczy, ale nie podróż w nieznane.Część rzeczy trzeba zaplanować i ćwiczyć od początku. Myślenie konceptualne nie wystarczy, tu trzeba postępować jak z materią twórcza, krążenie wokół formy i zastanawianie się, jak zmienić jej kształt nic nie da. Taką formę trzeba czymś potraktować, przedziurawić ołówkiem, przewrócić żeby pękła, wypolerować. Są różne metody, wiele zależy od wyobraźni, ale też od własnej konstrukcji. Postawiłem sobie za punkt honoru, że uruchomię w Kubie umiejętność abstrakcyjnego myślenia o „oniejednoznaczności świata tego“, że otworzę mu wyobraźnię na wielość. Można powiedzieć dziecku, że okno jest oknem i tyle. Ale można mu pokazać, że jest coś przed i za oknem, że coś odbija się w szybie i że to odbicie składa się z wielu warstw oraz że gdy się stanie trochę z prawej albo trochę z lewej strony to odbicie będzie zupełnie inne. Często mu powtarzam, że oczywiście czarne jest czarne, ale jak do tego dodasz trochę białego to zrobi się szare itd.

Zanim zacząłeś fotografować Kubę szukałeś odpowiedniej formy, rozważałeś  reportaż ale też coś bardziej konceptualnego. „Nie dokonałem wyboru ponieważ mój syn mnie bardzo zainteresował i wszystkie aspekty projektowe szybko straciły znaczenie“- napisałeś we wstępie do książki. Co tak zainteresowało Wojtka Wieteskę-fotografa w jego własnym dziecku?
To że się zmienia, fotograficznie to jest najciekawsze. Jeżdżę do Paryża, gdzie spędziłem dzieciństwo i odwiedzam miejsca, które od lat wyglądają tak samo, co jest oczywiście fajne i niefajne równocześnie. Dziecka nie zatrzymam, dziś jest takie, za chwilę będzie kompletnie inne, to nie jest temat, do którego wrócę i zastanę w podobnym stanie. Dzięki fotografii można się temu procesowi przeistaczania dokładnie przyjrzeć. Przyłapywałem się na tym, że oglądam zdjęcia Kuby sprzed kilku miesięcy, żeby go lepiej poznać, nauczyć się go. W tym jednym, jedynym momencie chciałem zobaczyć coś więcej, niż może zarejestrować oko, które w tym samym czasie odbiera masę innych bodźców.

Jakie są dziś Twoje relacje z Kubą?
Ostre, ale czułe, coraz bardziej kumpelskie.

We wstępie do zbioru felietonów „Dziecko?O matko!“Agata napisała, że felietonistce trudno jest pisać o własnym dziecku tak, by nie stało się obiektem dziennikarskiej analizy, obserwacji podszytej ironią. Ty z kolei w posłowiu książki przyznajesz: ”Żeby sfotografować swoje dziecko trzeba zejść z piedestału drabinki własnego ego“. Ustawiałeś Kubę w lepszym świetle, pod ładniejszą ścianą, prosiłeś o powtórzenie miny? Wielu rodziców tak fotografuje dzieci.

Zdjęcia, które zrobiłem Kubie wydają mi się lekko banalne z perspektywy moich innych prac, bo nie dokumentują samych ważnych momentów. To są takie kawałeczki historii z jego życia, które być może kiedyś zechce sobie poukładać, coś przypomnieć. W pewnym sensie źródłem inspiracji był zbiór 20-30 fotografii rodzinnych autorstwa mojego taty. Maleńkie odbitki z lat 60.: ja na nartach, ja z mamą, z tatą itd. Dalekie plany, poobcinane nogi, różne ekspozycje. Negatywy oczywiście zginęły, nie mogę obejrzeć pozostałych ujęć, to jedyne zdjęcia, które zostały mi z dzieciństwa. Większość z nas ma w domu podobne fotografie, niewiele pokazują ale uruchamiają wyobraźnię, wspomnienia. Patrzę na zdjęcie, na którym mam przypięte narty i od razu przypominam sobie, że w ogóle nie umiałem na nich jeździć. Natomiast godzinami mogę opisywać wilgoć śniegu tego dnia, bo co chwila na nim lądowałem...

Słyniesz ze zdjęć ulicznych wykonywanych z dystansu. Fotografowanie bliskich było czymś nowym.
Z perspektywy czasu żałuję, że w swoim archiwum mam tak niewiele zdjęć rodzinnych, większość to fotografie obcych ludzi. Narodziny syna zmusiły mnie, żeby się nad tym zastanowić. Po co przez 29 lat robiłem zdjęcia setkom tysięcy przechodniów, przecież większość nigdy nie ujrzy światła dziennego, na zawsze zostanie w szafie. Możliwe że zupełnie pożegnałem się z robieniem zdjęć ludziom z dystansu. Zainteresowała mnie bliskość w fotografii.

Cykl fotografii Kuby kończy w książce zdjęcie z twojej pracowni, które powstało zanim pojawił się Kuba.
A dokładnie zanim powstał. Są na nim trzy okna z widokiem na przepływające chmury. To była chwila, forma, która mogła być jakimś przeczuciem, takie trzy kropki...

Coś Ciebie zaskoczyło w ojcostwie?
Możliwość innego Ja.





14:19, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 maja 2011
Jeszcze o Grand Press Photo 2010

Zdjęcie Roku, Grand Pres Photo 2011, fot. Jacek Waszkiewiecz


Licząc na komentarz krytyczny do tegorocznego werdyktu GPP 2011 po raz kolejny się przeliczyłam. Poza dyskusją na temat trwającej kolejny sezon mody na winietowanie zdjęć nie natknęłam się na sensowny tekst podsumowujący ten prestiżowy konkurs fotografii prasowej
Portal Fotopolis w osobie Marcina Grabowieckiego (autora tekstu o GPP) niesłusznie według mnie zganił wybór Zdjęcia Roku pisząc o fotografii Jacka Waszkiewicza spod Pałacu Prezydenckiego: "W uzasadnieniu do werdyktu przewodniczący Jury - Lucian Perkins mówił, że nagrodzona praca dotyczy problemu, który wykroczył daleko poza granice Polski. Nasuwa się pytanie czy to zdjęcie dobrze ilustruje wydarzenia, których wszyscy byliśmy świadkami. Nam wydaje się, że ta, skądinąd dobra reporterska "klatka", nawet nie próbuje mówić czegoś więcej o tym wydarzeniu. Podobnych zdjęć powstało prawdopodobnie wiele. Od "Zdjęcia roku" wymagałoby się jednak bardziej syntetycznego ujęcia tematu."
Otóż problem polega na tym, że historii krzyża pod Pałacem Prezydenckim chyba nikomu nie udało się ciekawie sfotografować, być może dlatego, że w tamtym momencie nie wszyscy spodziewali się, że ta sytuacja stanie się początkiem wielu zmian nie tylko na scenie politycznej Polski ale również w duszach i umysłach wielu Polaków. Śledząc prace fotoreporterów zajmujących się "tematem smoleńskim" mam wrażenie, że przerósł on wielu autorów. Owszem powstało kilka świetnych zdjęć, pojedynczych klatek, oryginalny materiał Filipa Ćwika nagrodzony na World Press Photo, w większości były to jednak fotografie, które nie zapadały w pamięć, których żywot kończył się wraz z wyrzuceniem wieczorem gazety do kosza. Zabrakło materiału pokazującego emocje na drugim planie, z kompletnie nieoczekiwanej perspektywy, będącej bardziej osobistą wypowiedzią autora.
Jest to zresztą moje ogólne spostrzeżenie odnośnie tegorocznej edycji GPP. Coraz mniej jest autorskich, oryginalnych wypowiedzi fotoreporterów pokazujących ich spojrzenie na współczesny świat. Być może zmieni to debiutujący w tym roku na GPP fotokast, który chwalił pierwszy w tej kategorii zwycięzca na GPP Piotr Małecki z Napo Images. Odbierając nagrodę za materiał o losie koni porzuconych podczas kryzysu w Irlandii powiedział, że w tej chwili fotokast to forma, która daje autorowi zdjęć niezależność, pozwalająca na stworzenie wypowiedzi, która od początku do końca jest zgodna z intencją autora ponieważ uniemożliwia ingerencję redaktora, grafika czy fotoedytora.
To oczywiście dość optymistyczna ocena sytuacji, mam jednak nadzieję, że jeszcze przez chwile nie znajdzie się zbyt wiele osób, które będą miały odwagę i umiejętność ingerowania w fotokast i może już na kolejnych konkursach GPP zobaczymy równie przejmujące historie jak ta zrealizowana przez Piotra Małeckiego.

Gdyby ktoś miał ochotę posłuchać dyskusji o kondycji współczesnej fotografii prasowej serdecznie zapraszam na spotkanie pt. Od fotoreportera do fotografa, które odbedzie się jutro, 22 maja o godz.16 w Galerii Camelot w Krakowie, udział wezmą: Michał Kołyga, Marek Szczepański, Łukasz Trzciński, Jan Brykczyński, Paweł Supernak i ja. moderuje: Krzysztof Pijarski
 

23:30, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Komentarze (4) »
sobota, 12 lutego 2011
Oszpecona Mona Lisa

Dla Czytelników, którzy już dawno rozstali się z papierowym wydaniem Gazety Wyborczej załączam tekst, który ukazał się w dzisiejszym jej wydaniu, niestety nieco skrócony, pozbawiony ogólnej oceny konkursu oraz kilku nagrodzonych materiałów. Ponieżej cały tekst - zatem bonus.


Fot. Jodi Bieber / Institute for Artist Management/Goodman Gallery for Time Magazine

Portret 18 letniej Bibi Aisha, Afganki ukaranej przez męża obcięciem nosa i uszu, Zdjęciem Roku 2010. Werdykt ogłosiło wczoraj jury 54 edycji World Press Photo, najbardziej prestiżowego konkursu fotografii prasowej.

Autorką fotografii, opublikowanej w czerwcu na okładce Time Magazine, jest Jodi Bieber z RPA. - Chciałabym żeby cały świat zobaczył, jakie mogą być skutki powrotu talibów do władzy, jaki może to mieć wpływ na życie afgańskich kobiet - powiedziała pozując do zdjęcia Aisha.

Bibi Aisha to pseudonim. Dziewczyna, choć od wielu miesięcy mieszka w Stanach, wciąż boi się ujawnić prawdziwe nazwisko. Pochodzi z południa Afganistanu, z prowincji Uruzgan. Gdy miała 12 lat jej ojciec zgodził się oddać ją za żonę przywódcy miejscowych talibów. Rodzina męża traktowała ją koszmarnie, więziła i głodziła. Gdy dziewczyna uciekła, jej własny ojciec doprowadził ją z powrotem do domu teściów.
Wielu Pasztunów uważa, że kobieta, która uciekła z domu męża jest źródłem hańby dla własnej rodziny. Żeby ukarać Aiszę, mąż obciął jej nos i uszy. Dziewczyna zemdlała z bólu. Ocknęła się na pustkowiu za wsią. Udało jej się dotrzeć do Kabulu, gdzie pomocy udzieliła jej pozarządowa organizacja Women for Afghan Women. Od jesieni przebywa w USA, jeden z kalifornijskich szpitali podjął się odtworzenia obciętych części jej twarzy.
Choć szariat zabrania okaleczania, czyn męża Aishy zaaprobował loklany mułła - uznał, że będzie to przestroga dla innych dziewcząt z okolicy. Według Niezależnej Afgańskiej Komisji do Spraw Praw Człowieka ponad 50 proc. Afganek spotyka się z przemocą domową, 40 proc. wydawanych jest za mąż wbrew woli. Kobiety w tradycyjnych rejonach Afganistanu traktowane są jak rzecz, o ich losie decydują najpierw ojcowie lub bracia, następie mężowie. 85 proc.Afganek to analfabetki.

Zwycięska fotografia jest prosta w formie, ale wzbudza silne emocje. Publikując fotografię na okładce Time Magazine, edytor Richard Stengel obawiał się, że jest ona zbyt mocna dla czytelników. -To szokujące i niepokojące zdjęcie. Jednak złe rzeczy zdarzają się ludziom, a konfrontowanie czytelników z tym co się dzieje na świecie to jest część naszej pracy - tłumaczył.

Spośród 108 059 zdjęć nadesłanych w tym roku na konkurs World Press Photo ze125 krajów świata, jury pod przewodnictwem Davida Burnetta z USA, wyróżniło dwóch Polaków: Filipa Ćwika z agencji Napo Images za fotoreportaż o polskiej żałobie narodowej po katastrofie w Smoleńsku (3 nagroda za fotoreportaż w kategorii "Ludzie i wydarzenia") oraz Tomasza Gudzowatego za fotoreportaż o amatorskich wyścigach samochodowych w Meksyku (2 nagroda za fotoreportaż w kategorii "Sport"). Seria czarno-białych zdjęć F.Ćwika nawiązuje do najlepszej tradycji portretu ulicznego. Ciasne kadry, na których fotoreporter uchwycił nieskrywane emocje żałobników, to jeden z najciekawszych materiałów dokumentujący ten ważny w najnowszej historii Polski moment.

Jury oceniało zdjęcia pojedyncze oraz fotoreportaże w 9 kategoriach. W kategorii newsowej dominowały zdjęcia z trzęsienia ziemi w Haiti, powódź w Pakistanie, wybuch wulkanu w Indonezji, wojnę narkotykową w Meksyku. Ze względu na termin zamknięcia konkursu fotografie z protestów w Egipcie obejrzymy dopiero w przyszłym roku. Wydaje się że, tegoroczne jury dało zły sygnał młodym reporterom, że można wykonać fotoreportaż z dowolnego miejsca na świecie, nie wychodząc z domu - nagrodę honorową w kategorii "Wydarzenia współczesne" przyznało cyklowi ”A series of unfortunate events. Google street view” Niemca Michaela Wolfa, wykonaną metodą przefotografowania kadrów z nagrań kamery ulicznej Google. Autorzy fotoreportaży nie podjęli zaskakujących, nowych tematów, skupili się raczej na formie fotografii i przedstawiali tematy już znane, takie jak przemoc domowa, bieda, choroby, wojna.

Pojawiły się natomiast próby realizacji tematów powszechnie uznawanych za niemożliwe do przełożenia na język fotografii, dziejących się w przestrzeni wirtualnej, internecie . Jury doceniło serię portretów niemieckiej fotografki Wolfram Hahn (2 nagroda za fotoreportaż w kategorii "Portrety"), przedstawiające młodych ludzi wykonujących sobie autoportrety m.in. telefonem komórkowym, które później prawdopodobnie udostępniają na portalach społecznościowych. Zaskakują wyróżnienia dla materiałów będących ulepszoną wersją reportaży nagradzanych w latach ubiegłych np. dla  Amita Madheshiya z Indii za "Night screening at traveling cinema, India" - cykl portretów ludzi w kinie objazdowym (1 nagroda za fotoreportaż w kategorii "Arts and Entertainment") albo epatujących śmiercią m.in. seria zdjęć autorstwa Fernando Brito, przedstawiająca ofiary wojny narkotykowej w Meksyku Fernando Brito (3 nagroda za fotoreportaż w kategorii "Wydarzenia").    

Nagrodę specjalną otrzymał górnik Edison Peña, który przez 69 dni przebywał 700 metrów pod ziemią, na skutek katastrofiyw chilijskiej kopalni San José. Fotograf Adam Patterson przekazał mu aparat cyfrowy i buty do biegania. Edison zrealizował materiał o tym, jak dba o swoją formę fizyczną pod ziemią.

15:21, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Komentarze (4) »
czwartek, 10 lutego 2011
Kto wygra World Press Photo 2010

"A grunt's life", Damon Winter /The New York Times, 3 miejsce w kategorii Feature Picture Story - Newspaper POY

Przed ogłoszeniem zwycięzców tegorocznej edycji najważniejszego konkursu fotografii prasowej World Press Photo, możemy oglądać pierwsze wyróżnione zdjęcia nagrodzone w równie prestiżowym Pictures of the Year.  Podobnie jak w latach ubiegłych wiele materiałów i pojedynczych zdjęć otrzymuje pierwsze nagrody w obu wspomnianych konkursach. Zanim poznamy laureatów ( na stronie POY publikowane są zdjęcia laureatów ale ich nazwiska zostaną ogłoszone po zakończeniu obrad jury 22 lutego) możemy śledzić tematy podejmowane przez fotoreporterów oraz sposoby ich realizacji. Jeśli chodzi o tematykę zdjęć chyba niewiele jest nas tu w stanie zaskoczyć,  dominują dokumentacje newsów, fotoreportaże wojenne, poruszające eseje przedstawiające życie rodzin wielodzietnych, młodzieży uzależnionej od narkotyków itd, itp. Wszystko to już widzieliśmy, choć nie zawsze  w prasie i internecie.
W zeszłym roku jury WPP wyróżniło zdjęcie wykonane telefonem komórkowym.W tym roku w konkursie POY, wśród materiałów nagrodzonych w kategorii Feature Picture Story - Newspaper jest esej "A grunt's life" z Afganistanu, autorstwa Damona Wintera, wykonany  iPhone'm, publikowany w blogu "Lens" The New York Times. Prezentujący te zdjęcia, dziennikarz "Lens" James Estrin tłumaczył: " Does it really matter what camera Damon Winter used to make these beautifully composed images? I don’t think so. It’s the images that are important. Whenever possible, I avoid writing about camera gear. The photographer takes the picture, not the equipment. Few people care what kind of typewriter Hemingway used."
Wydaje się, że coś, co jeszcze dwa lata temu nazywano groźnym trendem czyli nie zwracanie uwagi na to, czym zostały wykonane zdjęcia, stanie się normą. Dopóki materiał będzie więcej niż atrakcyjny formalnie, nie widzę w tym nic złego. Nie martwię się też o to, że oprócz zawodowców jury będzie nagradzać prace amatorów, nie tworząc dla nich specjalnej kategorii. Byle zwycięskie prace były ciekawe i poruszały ważne tematy. NIech każdy ma szansę zostać Hemingway'em fotografii.
Mimo że na stronie POY pod nagrodzonymi zdjęciami nie podano nazwisk autorów udało mi się, poza wspomnianym już Winterem, rozpoznać materiał Jamesa Nachtwey'a (3 miejsce w kategorii General News, publikowany niedawno w Time Magazine) oraz fotoreportaż Tomasza Gudzowatego "Mexico's Car Frenz" ( 1 miejsce w kategorii Sports Picture Story i  1 miejsce w kategorii Sports Feature).
Czym zaskoczy nas jury WPP 2010?
Mam nadzieję, że świetnym Zdjęciem Roku, choćby wykonanym camera obscura, dlaczego nie?

14:09, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 sierpnia 2010
Krzyż iPhonem czyli krótka historia pewnej okładki

Okładka Tygodnika Powszechnego z 15 sierpnia 2010 r.

I stało się. Zdjęcie z iPhona, autorstwa profesjonalnego fotografa, trafiło na okładkę polskiego magazynu.
Fotografię najsłynniejszego dziś krzyża wykonał Rafał Milach, a opublikował "Tygodnik Powszechny".
Na pierwszy rzut oka zdjęcie wydaje się zwyczajne, choć przypomina klatkę z wciąż modnej Holgi. Podobnie można było skadrować wiele z tysiąca zdjęć, które od tygodni powstają na Krakowskim Przedmieściu. Ale to było gotowe, na dodatek trafiło do oferty agencji Forum. Do tytułu "Kwadratura krzyża" pasowało jak ulał mimo że to przypadek.
Zdjęcia zamówiła u Rafała agencja, autor zrealizował temat niechętnie, nie chciał uczestniczyć w akcji pod krzyżem.
R.Milach już od jakiegoś czasu fotografuje iPhonem, za pomocą aparatu w telefonie zrealizował swój ostatni projekt o Islandii. Komentując publikację w "TP" w swoim blogu napisał, że zdjęcia powstają w głowie, w rozmowie ze mną dodaje, że narzędzia nie są dla niego najważniejsze. - Zdjęcia telefonem powstają mimochodem, na luzie, robiąc je nie myślę o tym, co się z nimi dalej stanie, kto je opublikuje.
Wyszło oryginalnie, okładka robi wrażenie. Ciekawe tylko co tym myślą fotoreporterzy, obwieszeni kilkoma aparatami, od kilku tygodni namiętnie dokumentujący losy krzyża pod Pałacem Prezydenckim.

15:54, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Komentarze (9) »
czwartek, 04 marca 2010
Jury World Press Photo pomyliło się dwa razy

Pełna klatka z materiału "Antysport", fot. Stepan Rudnik

Ukraiński fotoreporter Stepan Rudik powinien sobie szukać innego zajęcia, w branży fotograficznej niestety się skompromitował.
I nie chodzi o to, że wyretuszował ze zdjęcia, które znalazło się w wyróżnionym na WPP materiale, przeszkadzający mu element.
W historii fotografii podobnych przypadków było wiele, zdarzało się to nawet takim mistrzom jak Dorothea Lange.
Chodzi o to, że Stepan Rudik wysłał to zdjęcie na najważniejszy konkurs fotografii prasowej.
Co więcej przed retuszem Rudnik wykadrował fragment zdjęcia z pełnej klatki, przedstawiającej konkretną scenę. Wydaje się to niedopuszczalne,
pokazuje to również jak obniżają się standardy fotodziennikarstwa. Wystarczyło przeszkadzający element przyciemnić, co mieści się w przyjętych normach.
W przypadku fotoreportażu "Antysport" jury WPP pomyliło się dwa razy. Nagrodziło zmanipulowany i miernie wyedytowany materiał.
Na koniec fragment wypowiedzi fotoreportera dla Dużego Formatu:
"Fotoreportaż. Może nawet lepiej powiedzieć: fotodziennikarstwo, bo dziennikarstwo jest zawsze na pierwszym miejscu. Gdy przychodzisz do człowieka, o którym robisz temat, to najpierw godzinę z nim rozmawiasz, a potem dziesięć minut robisz zdjęcia. Zawsze w takiej kolejności. A bywa i tak, że zagadasz się i nie zostaje już czasu na zrobienie zdjęć. Musisz przyjść jeszcze raz. Trzeba przeniknąć człowieka, poznać go. Kompozycja zdjęcia to rzecz drugorzędna."

Nic dodać, nic ująć. Szkoda, że to nieprawda.

Czy ktoś będzie jeszcze zainteresowany zdjęciami Stepana Rudika z Polski, które realizuje w ramach swojego najnowszego projektu?

10:35, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Komentarze (51) »
piątek, 19 lutego 2010
Pietro Masturzo - jeszcze o poetyce dachów

"Via Stadera 51", fot. Pietro Masturzo, zdjęcie z materiału o Neapolu

Po raz kolejny obejrzałam fotoreportaż z Iranu młodego (rocznik 80'), reportera Pietro Masturzo, zwycięski materiał tegorocznego WPP. Wydaje się, że "From the rooftops of Tehran" został nieźle wyedytowany (całość na stronie P.M. po czwartym zdjęciu zaczyna nużyć). Zastanawiam się głośno, czy esej Włocha oddaje dramatyczny charakter wydarzeń politycznych w Teheranie? Dla tych, którzy śledzili je w mediach i rozumieją ich kontekst, pewnie tak. Z pewnością fotoreporterowi udało się uchwycić ducha protestującego miasta. Obraz Teheranu sfotografowanego z perspektywy dachów, nad którymi unosiły się krzyki "Allach akbar" wciąga, nieostrości pobudzają wyobraźnię. Czy wyróżniony fotoreportaż opowiada historię grupy ludzi albo pojedynczego obywatela Iranu? Być może, choć w niedosłowny sposób. Ale czy koniecznie musi? Może w czasach, gdy informacja rozprzestrzenia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej powinna nam wystarczyć autorska impresja na temat, który zainteresowani i tak śledzili w trakcie wydarzeń. Takie spojrzenie z ukosa, zza okna, z dachu. Może bliższe mieszkańcom Teheranu, którzy w tych dniach wyrażali swoje poglądy wykrzykując je na dachach swoich domów albo ciekawsze dla wszystkich, którzy obejrzeli je z bliska w telewizji?
Może. Mam jednak wrażenie, że fotoreportaż za bardzo zbliżył się ostatnio do literatury. Patrząc na fotografię reporterską coraz więcej muszę sobie wyobrażać i dopowiadać niż widzę. Nie powinno być odwrotnie?
Zajrzałam na stronę Pietro Masturzo, żeby sprawdzić jak opisuje za pomocą zdjęć inne historie, chciałam poznać jego fotograficzny język. Perspektywa dachu, klatki schodowej, okna to jego sposób pracy, snucia opowieści, styl.
Nie jestem pewna na ile materiał z Teheranu był przemyślany, na ile przypadkowy. Czy niezależnie od charakteru wydarzeń Masturzo i tak pokazałby Teheran z góry? Dla jednych będzie to wada, dla innych zaleta. Jury WPP nie ocenia przecież dorobku i portfolia tylko pojedyncze zdjęcia i fotoreportaże.

09:49, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2009
Fotomaliny 2009

NEWSREPORTAŻ 2009, III miejsce, Autor: Kuba Kamiński/Rzeczpospolita

Nietrudno zgodzić się z jurorami tegorocznego Newsreportażu, którzy na gali rozdania nagród (nie byłam, powtarzam z relacji obecnych) przyznali, że poziom konkursu był w tym roku wyjątkowo niski.
Obejrzałam każdy z wyróżnionych reportaży, do drugiej rundy nikt by mnie już nie zmusił, nawet pod groźbą kary albo za pieniądze. Byłaby to ogromna strata czasu, a ten jak wiadomo jest dziś najcenniejszy. Wyjątek stanowi reportaż Kuby Kamińskiego "Salaryman" ( III nagroda w kategorii Życie codzienne), poruszający problem już obfotografowany, ale zrobiony rzetelnie i dobrze wyedytowany. Większość materiałów prześlizguje się po całkiem ciekawych tematach ( m.in. zamknięte osiedla T.Wiecha), reportaże są fatalnie wyedytowane ( choćby "Wielka woda" Krzysztofa Łokaja), poruszają banalne tematy ( "Szybka zima" Jacka Świerczyńskiego). Miałam nadzieję że jury, złożone głównie z czynnych i młodych reporterów, wyłowi jakieś nowe talenty i wreszcie zobaczymy coś interesującego. Cud się nie zdarzył, a poziom tegorocznego konkursu był niestety amatorski.
Może wzorem Hollywood w przyszłym roku ktoś powinien przyznać fotograficzne maliny czyli nagrody za najgorsze zdjęcia?
Fotograficzną malinę za tytuł materiału powinien w tym roku dostać Maciej Jeziorek, który nazywając swój reportaż "Indyjskie Laski" ( Newsreportaż - II nagroda w kategorii Ludzie) chyba się pomylił, miało być śmiesznie, wyszło niemądrze. Zamiast II nagrody w kategorii Wydarzenia, fotograficzną malinę przyznałabym Piotrowi Małeckiemu za reportaż "Po drugiej stronie wyścigu". Autor w nudny sposób skopiował pomysł dawno już wyeksploatowany przez klasyka gatunku - Paula Fusco w "RFK" . Fotograficzna malina powinna też trafić do autora reportażu "Szybka zima", Jacka Świerczyńskiego, raz za to, że nie zatytułował przewrotnie swojego materiału np. "Zima nie zaskoczyła fotografów", dwa z powodu wysłania serii malarskich portretów na konkurs fotoreportażu.Te zdjęcia są może ładne ale czy ciekawe, zaskakujące? Szkoda że fotograf wykonując ten materiał "zmarzł tak bardzo", upór i poświęcenie były godne lepszej sprawy.
Z fotomalinami za fotokasty na razie się powstrzymuję, nie podcinajmy nóg nowej kategorii. Nie było tak źle, choć z przykrością stwierdzam, że wiele materiałów zyskuje, gdy słucha się ich z zamkniętymi oczami.....

08:52, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Komentarze (72) »
piątek, 10 lipca 2009
Photographer of the Year 2009

PHOTOGRAPH OF THE YEAR 2009
Photo Essay,Rosie Hallam
Thirteen orphaned elephants are looked after around the clock by a team of dedicated carers at the David Sheldrick Elephant Orphanage, Nairobi, Kenya. Elephants who lose their family are very hard to care for. They often die of a broken heart. At the orphanage they have devised a system of care which involves sleeping, eating and being with the young elephants all the time. This gives them a much greater chance of survival. The carers find it hard not to get attached to them as they are constantly craving affection. 11th January 2009.


Kilka dni temu ogłoszono wyniki konkursu dla brytyjskich fotoreporterów The Press Photographer's Year 2009, odpowiednika polskiego GPP. Galerię wyróżnionych 146 zdjęć ( z 7,877 nadesłanych) można obejrzeć TU. Niestety na stronie konkursu  nie ma galerii nagrodzonych fotoreportaży, można je obejrzeć na stronach poszczególnych fotografów.
W porównaniu z GPP w brytyjskim konkursie  wyróżnia się więcej zdjęć newsowych, w tym newsowe portfolia. Na pierwszy rzut oka PPY wydaje się dosyć grzeczny, mniej tu mocno podkręconych w photoshopie i efekciarskich klatek, ale też trudno znaleźć naprawdę zaskakujący materiał bądź pojedyncze zdjęcie. Ci którzy wybiorą się latem do Londynu kieruję do Royal National Theatre, gdzie można obejrzeć wystawę nagrodzonych fotografii.

Royalty & Entertainment
Lewis Whyld, Press Association
Their Royal Highnesses the Prince of Wales and the Duchess of Cornwall walk through an area devastated by The Soufrière Hills volcano, near Plymouth on the Caribbean island of Montserrat. After a long period of dormancy the volcano, seen behind the Royal couple, became active in 1995 and has erupted numerous times since, destroying the island's capital, Plymouth, and rendering more than half of Montserrat uninhabitable. 8th March 2008.

09:49, cwiczeniazpatrzenia , ale klata
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5