świat w subiektywie czyli nie tylko o fotografii
Blog > Komentarze do wpisu
O ojcze!

W ostatnich Wysokich Obcasach ukazała się moja rozmowa z Wojtkiem Wieteską, dla odmiany-nie tylko o fotografii. Jeśli ktoś przegapił-załączam.

Zdjęcie na okładce: Kuba u cioci Wandy i wujka Maćka, Västerås, Szwecja, fot. Wojtek Wieteska

Rozmowa z Wojtkiem Wieteską autorem zdjęć do zbioru felietonów Agaty Passent pt. „Dziecko?O matko!“ (wydawca Twoje Dziecko, listopad 2011 r.), ojcem 5 letniego Kuby

Zanim urodził się Kuba twoje życie wyglądało...
Fantastycznie!!!To było najpiękniejsze życie jakie kiedykolwiek miałem (śmiech!).

Wstawałeś po Teleexpresie i...
...kładłem się spać nad ranem. Wydawało mi się, że noc jest dla wybranych i będąc jednym z nich tylko w nocy mogę tworzyć i żyć. W dzień odrabiałem różne zadania np. od czasu do czasu pracowałem, żeby zarobić na życie. Dziecko doszczętnie to wszystko zrujnowało (śmiech!).

I?
Zmieniło moje życie w coś kompletnie innego. Nawet gdy zostaje się ojcem w wieku 42 lat, nie jest się gotowym na takie tempo zmian. Zwykle jest się trochę głupszym od zmian, które przychodzą nagle, one są mądre, ale trzeba je dostrzec w odpowiednim momencie i dogonić.

Długo byliście ze sobą zanim zdecydowaliście się na dziecko?
Ponad dwa lata, decyzja była przemyślana i dość idealistyczna. Zabrzmi to może banalnie, ale to jest dziecko miłości.

Które wyobrażaliście sobie...?
Na szczęście nic sobie nie wyobrażaliśmy, pewnie dlatego Kuba w ogóle pojawił się na świecie.Myśleliśmy głównie o szczęściu wynikającym z obecności jeszcze jednego człowieka w naszym domu.

Jak zareagowałeś na wiadomość, że zostaniesz ojcem?
Ucieszyłem się, że jest to możliwe, bywa przecież różnie. Nie pamiętam chwili gdy Agata mi o tym mówi, to było tuż po naszym dość imprezowym wyjeździe do Nowego Jorku. Bardziej intrygowało mnie, że coś takiego działo się od kilku miesięcy, a my nic o tym nie wiedzieliśmy. Co ciekawe właśnie ten czas zapamiętałem lepiej niż kolejne miesiące, gdy zaczęły się wizyty u lekarza, zajęcia w szkole rodzenia, gromadzenie rzeczy dla dziecka. Jednocześnie wszystko toczyło się u nas jak dawniej, w swoim rytmie.Do ostatniej chwili nic nie było poprzestawiane. Trzy miesiące przed porodem zatrudniliśmy nianię. Miała się pojawić w naszym domu dzień po powrocie Agaty i dziecka ze szpitala, żebyśmy mogli wieczorem pojść na imprezkę...

Poszliście?
Następnego dnia robiłem Agacie rozkładówkowe zdjęcia do kolorowego magazynu, wieczorem gdzieś wyszyliśmy.Wtedy byliśmy przekonani, że pojawienie się Kuby nie będzie oznaczało, że coś się w naszym życiu skończyło. Dziś mogę ten czas podsumować tak: Im był mniejszy, tym było fajniej.

Organizacyjnie oczywiście.
To był ten cudowny czas głaskania po główce, dotykania noska, bez trudnych pytań. Jak Kuba zaczynał płakać wkraczała opiekunka i nosiła go po mieszkaniu. Dzięki niani niczym bohaterowie XIX wiecznej powieści w stu procentach funkcjonowaliśmy tak, jak przed pojawieniem się dziecka. Doszło do tego, że nawet go sami nie kąpaliśmy. Dopiero gdy na wakacjach w Grecji w łazience popsuło się światło, dokładnie poznaliśmy anatomię Kubusia.

Co się zmieniło, gdy niemowlę stało się dzieckiem?
Przestałem być pojedynczy. Okazało się że, o ile kiedyś udało mi się oderwać od rodziców i wypracować niezależność, tak teraz psychicznie nie potrafię oderwać się od syna. Zazdroszczę rodzicom, którzy potrafią wyjechać na rok, coś porobić i wrócić. Najdłużej nie widziałem się z synem 5 tygodni, miał 2 lata gdy wyjechałem do Japoni skonczyć projekt fotograficzny. Nasze pierwsze spojrzenie po moim powrocie, trwało może jedną tysięczną sekundy, ale przypominało spotkanie obcego z obcym, nie było miłe. Nie chciałbym sprawdzić jak to wygląda, gdy rozłąka trwa dłużej. Pamiętam gdy na wakacjach w Szwecji robiłem zdjęcia i nagle Kuba, który stał tuż za mną złapał mnie za nogę i unieruchomił. Agata zrobiła nam fajne zdjęcie, ja nic nie sfotografowałem.

Symboliczne.
Potrafiłem kiedyś zniknąć na trzy miesiące i do nikogo się nie odezwać, z lenistwa, zagłębienia w fotografii, z egoizmu artystycznego. Nie mam już takich pomysłów, gdzie indziej ulokowało się moje poczucie wolności. Do tej pory wiązałem je z fizycznością, przemieszczaniem się, odrywaniem się od ludzi. Dziś mam większe poczucie rzeczywistości, co oczywiście stwarza inne granice, ale też zmusza do przekraczania ich na nowo, w inny sposób.

Np. przy użyciu wyobraźni w trakcie zabawy z dzieckiem: rurka bez kremu może być lunetą, pudełko po grapefriutach mieczem.
Gdy Kuba był mały i babcia upominała go, żeby nie wkładał głowy w kwiatki bo go ugryzie pszczoła, sam go w te kwiatki wkładłem, żeby się w nich wytarzał, poczuł zapach, odkrył kolor.Wychowanie to proces twórczy, ale nie podróż w nieznane.Część rzeczy trzeba zaplanować i ćwiczyć od początku. Myślenie konceptualne nie wystarczy, tu trzeba postępować jak z materią twórcza, krążenie wokół formy i zastanawianie się, jak zmienić jej kształt nic nie da. Taką formę trzeba czymś potraktować, przedziurawić ołówkiem, przewrócić żeby pękła, wypolerować. Są różne metody, wiele zależy od wyobraźni, ale też od własnej konstrukcji. Postawiłem sobie za punkt honoru, że uruchomię w Kubie umiejętność abstrakcyjnego myślenia o „oniejednoznaczności świata tego“, że otworzę mu wyobraźnię na wielość. Można powiedzieć dziecku, że okno jest oknem i tyle. Ale można mu pokazać, że jest coś przed i za oknem, że coś odbija się w szybie i że to odbicie składa się z wielu warstw oraz że gdy się stanie trochę z prawej albo trochę z lewej strony to odbicie będzie zupełnie inne. Często mu powtarzam, że oczywiście czarne jest czarne, ale jak do tego dodasz trochę białego to zrobi się szare itd.

Zanim zacząłeś fotografować Kubę szukałeś odpowiedniej formy, rozważałeś  reportaż ale też coś bardziej konceptualnego. „Nie dokonałem wyboru ponieważ mój syn mnie bardzo zainteresował i wszystkie aspekty projektowe szybko straciły znaczenie“- napisałeś we wstępie do książki. Co tak zainteresowało Wojtka Wieteskę-fotografa w jego własnym dziecku?
To że się zmienia, fotograficznie to jest najciekawsze. Jeżdżę do Paryża, gdzie spędziłem dzieciństwo i odwiedzam miejsca, które od lat wyglądają tak samo, co jest oczywiście fajne i niefajne równocześnie. Dziecka nie zatrzymam, dziś jest takie, za chwilę będzie kompletnie inne, to nie jest temat, do którego wrócę i zastanę w podobnym stanie. Dzięki fotografii można się temu procesowi przeistaczania dokładnie przyjrzeć. Przyłapywałem się na tym, że oglądam zdjęcia Kuby sprzed kilku miesięcy, żeby go lepiej poznać, nauczyć się go. W tym jednym, jedynym momencie chciałem zobaczyć coś więcej, niż może zarejestrować oko, które w tym samym czasie odbiera masę innych bodźców.

Jakie są dziś Twoje relacje z Kubą?
Ostre, ale czułe, coraz bardziej kumpelskie.

We wstępie do zbioru felietonów „Dziecko?O matko!“Agata napisała, że felietonistce trudno jest pisać o własnym dziecku tak, by nie stało się obiektem dziennikarskiej analizy, obserwacji podszytej ironią. Ty z kolei w posłowiu książki przyznajesz: ”Żeby sfotografować swoje dziecko trzeba zejść z piedestału drabinki własnego ego“. Ustawiałeś Kubę w lepszym świetle, pod ładniejszą ścianą, prosiłeś o powtórzenie miny? Wielu rodziców tak fotografuje dzieci.

Zdjęcia, które zrobiłem Kubie wydają mi się lekko banalne z perspektywy moich innych prac, bo nie dokumentują samych ważnych momentów. To są takie kawałeczki historii z jego życia, które być może kiedyś zechce sobie poukładać, coś przypomnieć. W pewnym sensie źródłem inspiracji był zbiór 20-30 fotografii rodzinnych autorstwa mojego taty. Maleńkie odbitki z lat 60.: ja na nartach, ja z mamą, z tatą itd. Dalekie plany, poobcinane nogi, różne ekspozycje. Negatywy oczywiście zginęły, nie mogę obejrzeć pozostałych ujęć, to jedyne zdjęcia, które zostały mi z dzieciństwa. Większość z nas ma w domu podobne fotografie, niewiele pokazują ale uruchamiają wyobraźnię, wspomnienia. Patrzę na zdjęcie, na którym mam przypięte narty i od razu przypominam sobie, że w ogóle nie umiałem na nich jeździć. Natomiast godzinami mogę opisywać wilgoć śniegu tego dnia, bo co chwila na nim lądowałem...

Słyniesz ze zdjęć ulicznych wykonywanych z dystansu. Fotografowanie bliskich było czymś nowym.
Z perspektywy czasu żałuję, że w swoim archiwum mam tak niewiele zdjęć rodzinnych, większość to fotografie obcych ludzi. Narodziny syna zmusiły mnie, żeby się nad tym zastanowić. Po co przez 29 lat robiłem zdjęcia setkom tysięcy przechodniów, przecież większość nigdy nie ujrzy światła dziennego, na zawsze zostanie w szafie. Możliwe że zupełnie pożegnałem się z robieniem zdjęć ludziom z dystansu. Zainteresowała mnie bliskość w fotografii.

Cykl fotografii Kuby kończy w książce zdjęcie z twojej pracowni, które powstało zanim pojawił się Kuba.
A dokładnie zanim powstał. Są na nim trzy okna z widokiem na przepływające chmury. To była chwila, forma, która mogła być jakimś przeczuciem, takie trzy kropki...

Coś Ciebie zaskoczyło w ojcostwie?
Możliwość innego Ja.





poniedziałek, 02 kwietnia 2012, cwiczeniazpatrzenia

Polecane wpisy

  • BZ WBK Press Foto bez Zdjęcia Roku

    Zdjęcie Roku BZ WBK Press Foto, fot. Andrzej Grygiel Mija tydzień od ogłoszenia wyników BZ WBK Press Foto ,jednego z dwóch prestiżowych konkursów fotogr

  • Jeszcze o Grand Press Photo 2010

    Zdjęcie Roku, Grand Pres Photo 2011, fot. Jacek Waszkiewiecz Licząc na komentarz krytyczny do tegorocznego werdyktu GPP 2011 po raz kolejny się przeliczyłam. Po

  • Oszpecona Mona Lisa

    Dla Czytelników, którzy już dawno rozstali się z papierowym wydaniem Gazety Wyborczej załączam tekst, który ukazał się w dzisiejszym jej wydaniu, niestety nieco