
Fotografia Zofii Chomętowskiej w okolicy klubu „Cud nad Wisłą“ w Warszawie, projekt Karoliny Breguły "Fotografia korekcyjna"
Na życzenie tych, którzy nie czytają już papierowych gazet, a w sieci toną w morzu tekstów załączam moją rozmowę z Karoliną Bregułą, którą niedawno opublikowała Gazeta Stołeczna.
Mogłabyś się zaprzyjaźnić z Zofią Chomętowską, przedwojenną fotografką, której zdjęcia z Warszawy wykorzystałaś w swoim projekcie „Fotografia korekcyjna”?
Karolina Breguła:Jeśli dzisiejsza Zofia Chomętowska byłaby podobna do tej przedwojennej mogłoby to być trudne. Ja i Chomętowska w moim wieku bardzo się od siebie różnimy.Ona cieszyła się rzeczywistością wokół siebie, ja się często przeciw niej się buntuję. Ona była fotoreporterką i dokumentowała zastaną rzeczywistość, a ja na nią reaguję, moje prace to głównie interwencja i kreacja. Ona była arystokratką wiodącą luksusowe życie, ja, wręcz przeciwnie, zamiast dobrze płatnego etatu wybrałam działalność artystyczną, przez co ledwo wiążę koniec z końcem i daleko mi do luksusów. Z Chomętowską łączy mnie miłość doWarszawy, do miasta w ogóle. Nie sadzę by udało nam się wspólnie pracować, ale może chodziłybyśmy razem na spacery?
Jak wyglądała praca z archiwum Zofii Chomętowskiej, sama wybrałaś zdjęcia, które możemy teraz oglądać w różnych miejscach Warszawy?
Karolina Lewandowska z Fundacji Archeologia Fotografii, zaprosiła mnie do projektu „Żywe archiwa“, w ramach którego współcześni artyści pracują z dorobkiem klasyków fotografii. Dostałam do obejrzenia tysiące skanów zdjęć Zofii Chomętowskiej. Wszystkie kompletnie przemieszane, pozbawione kontekstu i chronologii, co wynikało z tego, że sama fotografka tak je przechowywała – w formie negatywów pociętych na pojedyncze klatki. To w rezultacie zdecydowało o charakterze mojego projektu. Postanowiłam te reporterskie zdjęcia, które przedstawiają konkretne osoby w konkretnym miejscu i czasie uwolnić od ich pierwotnej treści i poprzez umieszczenie ich w zmienionym kontekście, nadać im nowe znaczenia. Chomętowska dużo fotografowała Warszawę. Zrobiła między innymi całą serię zdjęć powojennych ruin i odbudowy miasta. Większość tych zdjęć wykonywała na zamówienie, pokazywano je później na propagandowej wystawie „Warszawa oskarża“. Oglądając jej prace natrafiłam na skany zeszytów, do których wklejała wszystkie zdjęcia dokładnie je opisując. Poruszyła mnie czułość z jaką realizowała te prace. Uznałam, że powinnam dać szansę twórczości Chomętowskiej, by jeszcze raz wypowiedzieć się na temat Warszawy. „Fotografia korekcyjna” to rodzaj komentarza do współczesnego miasta.
Uciekający nagi mężczyzna, kobieta obmywana po kąpieli błotnej w sanatorium, człowiek nad talerzem zupy w barze m.in. te fotografie Chomętowskiej umieściłaś w różnych punktach stolicy, nad Wisłą, w modnej kawiarni, na dworcu. Jakiej spodziewasz się reakcji ludzi?
Mam nadzieję, że przypomnienie zdjęć Chomętowskiej wywoła w przechodniach tęsknotę za tym, czego dzisiaj w mieście nie mamy; że wzbudzę nimi refleksję o naszych najprostszych potrzebach, o których zapominamy przyzwyczajeni już do tego, że miasto ich nie spełnia. Fotografia nagiego mężczyzny, którą umieściłam na ulicy Oboźnej może na przykład stać się pretekstem do rozmowy o mieście, które stało się miejscem zakazów. Chciałabym, żeby miasto dawało mi wolność. I nie chodzi mi tutaj o to, że chcę biegać nago po Śródmieściu. Pragnę móc usiąść na kocyku w każdym parku bez obawy, że zaraz wygoni mnie straż miejska, albo móc z ulicy Gagarina jeździć do centrum na rowerze przez zielone i pachnące Łazienki, zamiast podróżować wśród spalin, blisko zakorkowanych ulic.
Podobnie z zabawą w fontannach miejskich, znajomi z dziećmi żałują, że nie można się w nich bezkarnie bawić.
To prawda. Człowiek potrzebuje kontaktu z wodą. Na całym świecie mieszkańcom dużych miast służą do tego fontanny, w których jest czysta woda i do których można wchodzić, jeśli tylko ma się na to ochotę. Warszawiacy nie mogą zanużyć się w fontannie, nie mogą kąpać się w Wiśle, nawet możliwość dojścia do Wisły tylko po to, żeby na nią popatrzeć mają ograniczoną. Dlatego w okolicy klubu „Cud nad Wisłą“ umieściłam fotografię Chomętowskiej, przedstawiającą mężczyznę pijącego wodę z rzeki. To symboliczne zdjęcie, którym chciałam przypomnieć o naszej naturalnej potrzebie obcowania z wodą.
Jaką tęsknotę mogłaby wzbudzić fotografia mężczyzny nad miską zupy, którą przypominasz w kawiarni Chłodna 25?
Tęsknotę za tanim jedzeniem. Rozmawiałam dzisiaj z pewną emerytką, która cieszyła się, że mamy w Warszawie tak dużo nowych lokali z przyjemnymi ogródkami, gdzie można coś zjeść, ale przyznała, że są dla niej za drogie, by mogła bywać w nich z koleżankami, bo zwyczajnie ich na to nie stać. Znikają bary z prostym, niedrogim jedzeniem, a my tracimy przez to możliwość spotykania się z przyjaciółmi na spontanicznym obiedzie.
Chomętowskiej nie spodobałoby się współczesne miasto?
Nie mam pojęcia, kim Chomętowska byłaby dzisiaj i co by myślała. Może chodziłaby do drogich restauracji i ubierała się w jednym z eleganckich butików przy Mokotowskej? A może byłaby fotoreporterką Gazety Wyborczej, nosiła spodnie bojówki i na obiad jadła co najwyżej kababa przy Bajce? Tak czy inaczej pewnie lubiłaby swoją Warszawę, jakakolwiek by ona nie była.
Jedną z fotografii Zofii Chomętowskiej można umawiając się wcześniej telefonicznie obejrzeć w Twoim mieszkaniu.
Tak, to fotografia podobna do tej przedstawiającej mężczyznę jedzącego zupę. W moim niewielkim salonie, będącym równocześnie sypialnią, kuchnią i pracownią, powiesiłam fotografię kilku osób siedzących przy stole, spożywających prosty posiłek. Wbrew pozorom nie jest to osobista część projektu. Jestem trzydziestokilkulatką jakich wiele. Mam ogromny kredyt na mieszkanie, który będę spłacać do końca życia, bardzo dużo pracuję i niewiele
zarabiam. Posiłek na zdjęciu w opozycji do braku środków do życia, ma zwracać uwagę na niewłaściwą politykę mieszkaniową naszego miasta. Kłopoty finansowe, które ma wiele osób podobnych do mnie są czymś, o czym wszyscy wiemy, ale rzadko mówimy szczegółowo. Uważam, że to musi się zmienić, to nie może być temat tabu. Mam nadzieję, że fotografia w mojej pracowni stanie się świadkiem rozmów o tym, prowadzonych przy okrągłym stole, który pamięta czasy Chomętowskiej.