
Zdjęcie Roku, Grand Pres Photo 2011, fot. Jacek Waszkiewiecz
Licząc na komentarz krytyczny do tegorocznego werdyktu GPP 2011 po raz kolejny się przeliczyłam. Poza dyskusją na temat trwającej kolejny sezon mody na winietowanie zdjęć nie natknęłam się na sensowny tekst podsumowujący ten prestiżowy konkurs fotografii prasowej
Portal Fotopolis w osobie Marcina Grabowieckiego (autora tekstu o GPP) niesłusznie według mnie zganił wybór Zdjęcia Roku pisząc o fotografii Jacka Waszkiewicza spod Pałacu Prezydenckiego: "W uzasadnieniu do werdyktu przewodniczący Jury - Lucian Perkins mówił, że nagrodzona praca dotyczy problemu, który wykroczył daleko poza granice Polski. Nasuwa się pytanie czy to zdjęcie dobrze ilustruje wydarzenia, których wszyscy byliśmy świadkami. Nam wydaje się, że ta, skądinąd dobra reporterska "klatka", nawet nie próbuje mówić czegoś więcej o tym wydarzeniu. Podobnych zdjęć powstało prawdopodobnie wiele. Od "Zdjęcia roku" wymagałoby się jednak bardziej syntetycznego ujęcia tematu."
Otóż problem polega na tym, że historii krzyża pod Pałacem Prezydenckim chyba nikomu nie udało się ciekawie sfotografować, być może dlatego, że w tamtym momencie nie wszyscy spodziewali się, że ta sytuacja stanie się początkiem wielu zmian nie tylko na scenie politycznej Polski ale również w duszach i umysłach wielu Polaków. Śledząc prace fotoreporterów zajmujących się "tematem smoleńskim" mam wrażenie, że przerósł on wielu autorów. Owszem powstało kilka świetnych zdjęć, pojedynczych klatek, oryginalny materiał Filipa Ćwika nagrodzony na World Press Photo, w większości były to jednak fotografie, które nie zapadały w pamięć, których żywot kończył się wraz z wyrzuceniem wieczorem gazety do kosza. Zabrakło materiału pokazującego emocje na drugim planie, z kompletnie nieoczekiwanej perspektywy, będącej bardziej osobistą wypowiedzią autora.
Jest to zresztą moje ogólne spostrzeżenie odnośnie tegorocznej edycji GPP. Coraz mniej jest autorskich, oryginalnych wypowiedzi fotoreporterów pokazujących ich spojrzenie na współczesny świat. Być może zmieni to debiutujący w tym roku na GPP fotokast, który chwalił pierwszy w tej kategorii zwycięzca na GPP Piotr Małecki z Napo Images. Odbierając nagrodę za materiał o losie koni porzuconych podczas kryzysu w Irlandii powiedział, że w tej chwili fotokast to forma, która daje autorowi zdjęć niezależność, pozwalająca na stworzenie wypowiedzi, która od początku do końca jest zgodna z intencją autora ponieważ uniemożliwia ingerencję redaktora, grafika czy fotoedytora.
To oczywiście dość optymistyczna ocena sytuacji, mam jednak nadzieję, że jeszcze przez chwile nie znajdzie się zbyt wiele osób, które będą miały odwagę i umiejętność ingerowania w fotokast i może już na kolejnych konkursach GPP zobaczymy równie przejmujące historie jak ta zrealizowana przez Piotra Małeckiego.
Gdyby ktoś miał ochotę posłuchać dyskusji o kondycji współczesnej fotografii prasowej serdecznie zapraszam na spotkanie pt. Od fotoreportera do fotografa, które odbedzie się jutro, 22 maja o godz.16 w Galerii Camelot w Krakowie, udział wezmą: Michał Kołyga, Marek Szczepański, Łukasz Trzciński, Jan Brykczyński, Paweł Supernak i ja. moderuje: Krzysztof Pijarski
Kto się pomylił? Chciałbym wiedzieć bo może się wybiorę.