świat w subiektywie czyli nie tylko o fotografii
Blog > Komentarze do wpisu
Krzyż iPhonem czyli krótka historia pewnej okładki

Okładka Tygodnika Powszechnego z 15 sierpnia 2010 r.

I stało się. Zdjęcie z iPhona, autorstwa profesjonalnego fotografa, trafiło na okładkę polskiego magazynu.
Fotografię najsłynniejszego dziś krzyża wykonał Rafał Milach, a opublikował "Tygodnik Powszechny".
Na pierwszy rzut oka zdjęcie wydaje się zwyczajne, choć przypomina klatkę z wciąż modnej Holgi. Podobnie można było skadrować wiele z tysiąca zdjęć, które od tygodni powstają na Krakowskim Przedmieściu. Ale to było gotowe, na dodatek trafiło do oferty agencji Forum. Do tytułu "Kwadratura krzyża" pasowało jak ulał mimo że to przypadek.
Zdjęcia zamówiła u Rafała agencja, autor zrealizował temat niechętnie, nie chciał uczestniczyć w akcji pod krzyżem.
R.Milach już od jakiegoś czasu fotografuje iPhonem, za pomocą aparatu w telefonie zrealizował swój ostatni projekt o Islandii. Komentując publikację w "TP" w swoim blogu napisał, że zdjęcia powstają w głowie, w rozmowie ze mną dodaje, że narzędzia nie są dla niego najważniejsze. - Zdjęcia telefonem powstają mimochodem, na luzie, robiąc je nie myślę o tym, co się z nimi dalej stanie, kto je opublikuje.
Wyszło oryginalnie, okładka robi wrażenie. Ciekawe tylko co tym myślą fotoreporterzy, obwieszeni kilkoma aparatami, od kilku tygodni namiętnie dokumentujący losy krzyża pod Pałacem Prezydenckim.

czwartek, 19 sierpnia 2010, cwiczeniazpatrzenia
Komentarze
2010/08/19 17:23:01
Czyli sugeruje pani że ci obwieszeni foto powinni zamienić wszystko na Iphona? Widzę że artykuły sponsorowane mają się świetnie w Polsce z czego apple korzysta.
-
2010/08/19 17:26:19
a zasługi w tym że "wyszło ciekawie" leżą raczej po stronie grafika, jak podejżewam
-
2010/08/19 17:26:34
* podejrzewam
-
2010/08/20 14:36:34
Grafika? Raczej plugina, to wszystko się dzieje automatycznie. :/
-
2010/08/22 23:11:59
Nie wiem, nie miałem w ręku; ale jeśli ta aparatura ma opóźnienie jak kompakt, nadaje się raczej tylko do zdjęć statycznych. Pośrednio potwierdza to reprodukowane na okładce TK zdjęcie.
Z drugiej strony: brak celownika (choćby i lunetkowego) pozwala na zdjęcia a la Leica lub nawet więcej: obserwacja sceny poza kadrem.
Dużo ciekawsze zdjęcia Rafała Milacha pokazała Agencja Forum w kwietniu tego roku.
Co ciekawe: autor także wtedy ograniczył liczbę kolorów.
-
2010/08/23 12:15:49
Gdyby edytor miał zastanawiać się czy dane zdjęcie wykonano D3x czy Mark IV i ile pikseli kryje się pod zdjęciem, to chyba byłaby paranoja.
Skoro fota powstała, jest na serwerze agencji, ma wystarczające parametry techniczne, to co się zastanawiać.

Kolejnym zdjęciem łamiącym bariery będzie fotka, na której:krzyż będzie wklejony z PS i będzie renderem jedynie, że Pałac będzie z roku 1939 z innego zdjęcia, a niebo dodamy z fotki Ansela Adamsa :)

Co za problem... ja nie widzę konieczności posiadania jakiegokolwiek aparatu we współczesnej fotografii prasowej-ilustracyjnej. W ogóle nie widzę tutaj tematu. Kogo to interesuje, że to robił plugin...? Ma to jakieś znaczenie dla tematu? Żadnego!
A więc Panowie i Panie Edytorzy (Panie i Panowie), darujcie sobie szukanie fotek. Zatrudniajcie grafików redakcje, a zaoszczędzicie kolejne parę tysięcy! :)

W uszach mam te frazesy zawodowych fotografów, że zawód umiera... sami go zabijacie Panowie... śmieszne to...
-
2010/08/25 15:13:26
Dzięki Beata za posta :). Jako osoba, która pracowała wtedy jako fotoedytor w Tygodniku i odpowiedzialna byla za wybór tego zdjęcia, kilka uwag:

-po pierwsze moim zdaniem całość wygląda super. zachęcam do oglądnięcia na żywo, nie w internecie. na pewno czytelnie maja ;) Okładka broni się sama. A oprócz okładki w środku dużo fajnych tekstów.
-Ciekaw, ze tak w stosunkowo nowym medium jak fotografia jest tak dużo konserwatyzmu. wszystko co nowe i inne jest złe. nie do końca zgadzam się z takim myśleniem, bo wtedy trzeba by przyjąć, ze średni format, jest lepszy od małego obrazka, a zdjęcia najlepsze powstają jedynie kamera wielkoformatowa. Aparat to narzędzie i powinniśmy się cieszyć, ze rejestrować rzeczywistość można za pomocą tak rożnych narzędzi dających tak rożne efekty. rola fotografa jest je umiejętnie dobrać. a jeszcze ważniejszą rzeczą jest mieć coś do powiedzenia...
-...bo nie iphone jest problemem w fotografii dokumentalnej...większym problemem jest mało ciekawa, mało autorska rejestracja rzeczywistości, jakaś niechęć do wychodzenia poza stereotypy.
Chyba każdy fotoedytor i redaktor ilustrując problem krzyża (czy jakikolwiek inny) chciałby mieć możliwość wyboru pomiędzy zdjęciem 100procentowo reporterskim, z holgi, z wielkiego formatu, zdjęciem zabawnym, zdjęciem bardzo klimatycznym, zdjęciem bez ludzi, zdjęciem z ludźmi etc...
Szukając ilustracji przeglądałem serwisy czterech polskich agencji i niestety panuje tam niezwykła jednorodność. takie same kadry, ci sami ludzie na zdjęciach. trudno było znaleźć zdjęcie, które będzie odautorskim komentarzem. Zdjęcie Rafała przyciągało swoim mrocznym klimatem i atmosfera zapowiadająca coś złego. I dlatego zostało wybrane. To czym zostało zrobiono było zupełnie nieważne!

Pozdrawiam i życzę, żeby świat zadziwiał jak najczęściej

Tomek Wiech
-
2010/09/12 11:06:39
Jak widać percepcja jest mocno subiektywna, a gazetę czyta `czytelnik`, on oceni okładkę, nie narzędzie. I ocenia.
-
2010/11/20 00:56:13
Po części do Tomasza Wiecha: jestem, a w zasadzie bywam fotografem agencyjnym. Moim zdaniem agencje wypracowały swój styl lub inaczej estetykę fotografii, reportażu. Z jednej strony, to dobrze, ponieważ fotografie są rozpoznawalne. Natomiast z drugiej widzi się, że dobra agencja miała kiedyś dobrych np stu fotografów, a dziś ta sama agencja ma mniej niż miernych sześciuset fotografów. Agencja nie chce innych fotografii. Twierdzą, że nie sprzedają się, edytorzy chcą prostą fotografie, taką dla ludu. Odrzucone w Polsce fotografie, kupuje bardzo chętnie zachodnia agencja. Są to pojedyncze fotografie, jak i zestawy. Ma rację T.W. twierdząc, że na większości zdjęć pojawiają się te same twarze, gesty, rekwizyty. Nie jest to choroba tylko naszych agencji i współpracujących z nimi fotografów. To tzw. stadne dziennikarstwo, dość dzisiaj powszechne i mało twórcze.
Od lat mówi się rób zdjęcia inne niż wszyscy, autorskie, tylko gdy już je masz, nie ma ich komu sprzedać. Efekt jest taki, że wielu fotografów ma niezłe portfolio, a robi sieczkę, jak każdy, tylko po to, by mieć na tzw. michę.
Nie oszukujmy się, ale w Polsce nie ma szans na pisma typu The New Yorker, FAZ, czy inny NYT, gdzie można się uczyć fotografii, patrząc na najlepszą z nich. Szczęście w nieszczęściu, że mamy internet. Można w nim zobaczyć to, czego nie ma w naszych, dość słabych pod względem wizualnym, edytorskim gazetach.